Szukaj na tym blogu

niedziela, 15 września 2013

Książki o perfumach vol. 1 - " Perfumy - Marzenie we flakonie" J. S. Jellinek

Dzisiejsza notka dla perfumomaniaków, którzy lubią czytać. I oglądać.
Książka o perfumach musi mieć zdjęcia, dużo zdjęć, bardzo dużo kolorowych zdjęć.
Książek o perfumach mam na razie sztuk trzy.
Dziś o mojej najstarszej pozycji wygrzebanej gdzieś w taniej książce za oszałamiającą kwotę 9,50 zł - "Perfumy Marzenie we flakonie" napisanej przez J. Stephana Jellinka.
Tytuł oryginału: Parfum, der Traum im Flakon, pierwsze wydanie 1992.
Duży format, sztywna okładka, pięknie wydana.




SPIS TREŚCI:

PRZEDMOWA
SZEŚĆ ZŁOTYCH ZASAD
NA SKRZYDŁACH ZAPACHU
TRUDNOŚCI Z WYBOREM
MAPKA PERFUM
JAK "NOSIĆ" PERFUMY
JAK POWSTAJĄ PERFUMY
TAJNY JĘZYK PERFU
MODY I TRENDY
ZAPACH DLA PANA
MAŁY SŁOWNICZEK KOMPOZYTORA - PERFUMIARZA

169 stron o perfumach dla wielbicielek lat 80-tych i 90-tych.
Znakomita część perfum prezentowanych na stronach tej książki już niestety jest wycofana, więc jest do czego  powzdychać z tęsknotą.


Przytoczę sześć złotych zasad sformułowanych przez autora:
* nie ma dnia bez perfum!
* należy wykorzystać każdą okazję do poznania nowych perfum!
* które grupy zapachów pasują do ciebie? o tym może zdecydować tylko i jedynie twoje odczucie!
* czy te perfumy są dla mnie odpowiednie? tylko test na skórze może dać odpowiedź na to pytania
* nie stosujmy nigdy perfum, których zapach nam nie odpowiada!
* perfumujemy się zbyt mocno? a może za mało? posłuchaj, co mówią przyjaciele!


Książka momentami może nieco śmieszyć górnolotnym stylem i kwiecistymi porównaniami:
"Marzenia narodzone z perfum są niczym motyle - barwne, lecz trudne do schwytania."

Zawiera pomocne schematy i stworzoną przez autora mapkę perfum dla kobiet i dla mężczyzn:




Podoba mi się rozdział o trudności wyboru, opisuje w jaki sposób na spokojnie przeprowadzić testy, które zaowocują trafnym zakupem.
Na swoim seminarium o zapachach Jellinek instruuje jak można zbadać perfumy odpowiadając sobie na pytania:
Gdyby ten zapach miał barwę, jaka by była?
Gdyby ten zapach miał formę, jak wyglądałby?
Gdyby mogła Pani dotknąć tego zapachu, jaki byłby to dotyk?
Czy kojarzy się Pani z tym zapachem miejscowość, scena lub obraz?
Czy może Pani sobie wyobrazić określony strój, który łączy się z tym zapachem?
Czy może Pani sobie wyobrazić kobietę, która kojarzy się Pani z tym zapachem?
Czy używałaby Pani tego zapachu? Jeśli tak, to na jakie okazje, do jakiej garderoby, do jakiego nastroju i do jakiej pory roku?

Na deser ciekawe zdjęcia reklamowe, których się już dziś nigdzie nie znajdzie.





niedziela, 25 sierpnia 2013

Joop! Femme

Pierwszy zapach Joop! dla kobiet. Femme - tylko tyle, prosta nazwa, minimalistyczne opakowanie. Tylko tyle i aż tyle.
Dzięki nim zaczęła się moja przygoda z perfumami, jako nastolatka poznałam je podczas wakacji w Niemczech, gdzie wówczas były bardzo popularne. I tak towarzyszą mi do dziś, czyli lat naście a niedługo już dwadzieścia.
W moim przypadku to była miłość od pierwszego zaciągnięcia się. Bywa, że nie sięgam po nie tygodniami, a potem wpadam w "zug" i noszę je bez przerwy przez dłuższy czas. Czasami tak myślę sobie, że gdybym musiała ograniczyć się tylko do jednych jedynych perfum to mój wybór padły na nie. Na szczęście nie muszę stawać przed takim wyborem. Nie zawahałabym się powiedzieć, że te perfumy są skomponowane jak dla mnie. Mają moc, są oryginalne, intensywne, radosne.





To zapach z czasów, kiedy perfumy jeszcze pachniały tak jak pachnieć powinny.
Mocno i "na bogato".
Tak jak lubię.
Niebanalne, eleganckie i z długim ogonem. 
Trwałość - czasem nawet do 8 godzin.
Całoroczne, nie ma dla nich lepszych i gorszych dni.
Zimą otulają i dodają energii, latem wibrują pozytywnymi nutami.

Samo otwarcie może się nie podobać, jest lekko plastikowo, syntetycznie, duszące aldehydy.
Mają taki orientalny sznyt lat 90-tych.
Czasem nuta cywetu daje fizjologiczną nutkę, co nie wszystkim odpowiada.


Nawet nie będę próbować liczyć, ile flakonów Femme już wysączyłam, kiedyś miałam oprócz perfum także żel pod prysznic i balsam. Jakiś czas temu postanowiłam zakupić ponownie balsam i widzę, że jest już gorszej jakości, niż wersja w poprzednim opakowaniu, którą miałam kilka temu. 
Wtedy balsam oprócz utrwalenia zapachu i woalu perfum na skórze bardzo dokładnie pielęgnował i natłuszczał skórę. Było to luksusowe dopełnienie, teraz balsam jest troszkę rzadszy i działanie pielęgnacyjne już nie takie, a może to skóra już bardziej wymagająca? 



Nuty zapachowe:
nuty głowy: aldehydy, kolendra, nuty owocowe, bergamotka i cytryna
nuty serca: kwiat pomarańczy, jaśmin, konwalia, róża
nuty bazy: drzewo sandałowe, bób tonka, paczula, piżmo, cywet, mąkla, wanilia i cedr


Rok powstania: 1987
Nos: Michel Almairac ( Joop! Homme, Venezia, Casmir, Gucci Pour Homme, Gucci Rush, Zen z 2007r - czyli w dużym skrócie znakomite towarzystwo)

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Shiseido Zen, edycja 2000 r.

Shiseido Zen - edycja z 2000 r. to druga, nieostatnia odsłona zapachu, który oddaje filozofię japońskiej firmy kosmetycznej.

Historia marki Shiseido zaczęła się w 1872 roku kiedy założyciel firmy, farmaceuta Yushin Fukuhara otwiera pierwszą w  hołdującej tradycjom Japonii aptekę w stylu zachodnim. W krótkim czasie Shiseido wkracza do domów elit społecznych i arystokracji zdobywając grono lojalnych klientów.
W 1888 Shiseido wprowadza na rynek pierwszą pastę do zębów. W 1897 firma odchodzi od farmaceutyków a koncentruje się na produktach kosmetycznych i włącza do oferty kultowy kosmetyk - wodę Eudermine, która jest w ofercie firmy do dnia dzisiejszego. 
Pierwsze perfumy sygnowane kamelią Shiseido pojawiają się w 1918r. jako inspiracja japońskimi kwiatami.
Głównym wizażystą Shiseido w latach 1980 - 1999 był francuski artysta Serge Lutens, który wykreował ideał piękna Shiseido - harmonijne połączenie tradycyjnej estetyki wschodu z duchem współczesnej, zachodniej awangardy.
Najbardziej znane perfumy Shiseido to Feminite du Bois z 1992r - hołd złożony japońskiej sztuce, zapach jest nadal w ofercie Serge Lutensa, niestety wersja oryginalna Shiseido to już prawdziwy biały kruk.
Kolejne perfumy to Relaxing Fragrance, Energizing Fragrance i Shiseido Zen w nowej wersji, które zapoczątkowały trend  aromakologii zakładającej terapeutyczną funkcję perfum ( źródło:www.shiseido.pl)

Pierwsza edycja Zen w czarnym flakonie z motywem kwiatowympowstała w 1964r., nowoczesna odsłona, której chcę poświęcić dzisiejszy post to edycja z 2000r, niestety zastąpiona w 2007 przez nowy Zen i zupełnie nową kompozycję.
Historię Shiseido przytoczyłam w wielkim skrócie nie bez powodu. Shiseido zaczęło swój sukces od apteki a Zen to w zamyśle produkt do aromakologii.
W linii dostępne były:
- perfumy aromatyczne 50 ml (edycja limitowana)
- perfumowana woda aromatyczna w sprayu 50 i100 ml
- esencja perfumowana 10 ml
- perfumowane kadzidełka 18 szt
.



Recenzuję aromatyczną wodę perfumowaną - eau de parfum aromatique.
Najpiękniejszy zapach jaki w ogóle było mi dane poznać.
Testowane kiedyś na szybko w perfumerii sprawiły, że się zatrzymałam i zwolniłam oddech. 
Inne czasy, inne priorytety i dopiero po kilku latach wróciłam do nich z obawą, czy to właściwy dla nich czas i odpowiednie okoliczności.
Dziś bez wahania mogę powiedzieć - jeden z moich Signature Scent.
Biało perłowy flakon Zen kryje magiczną zawartość - dla mnie to Zen złapane w krople, koi, wycisza i uspokaja.


Czuję się w nim wyjątkowo dobrze, niezależnie od sytuacji, ale na pewno są to perfumy na wyjątkowe dni np. na leniwy dzień w domowych pieleszach, na przyjście snu, kiedy sen przyjść nie chce.
Dla mnie zapach nostalgii, smutku i samotności a jednocześnie siły i wewnętrznej harmonii, której większości z nas na co dzień brakuje.

Zen tli się ciepło na skórze, idealnie spaja się z jej temperaturą.
Perfumy o zdecydowanym zmysłowym drzewnym aromacie, miękki mech, zielony bambus w mlecznym płynie, otulające ciepło piżmem. 
Bardzo trwałe, po kilku godzinach zapominam, że ich użyłam a mam wrażenie, jakbym miała na skórze jakiś luksusowy balsam.
Filozofia zen jest mi bliska, dążę do równowagi w życiu, niestety z efektem cały czas odbiegającym od zamierzeń, ale i tak umilam sobie te drogocenne chwile kompozycją Zen.
Wierzę w ich aromaterapeutyczne działanie. 
Nie wiem, czy perfumy mogą leczyć? Raczej nie, ale jeśli kiedykolwiek powstanie zapach tego typu i będzie to Shiseido, bez wahania po nie sięgnę.
Póki co, zachęcam do wypróbowania aromakologii i przetestowania Zen lub bardziej dostępnej wody energizującej i relaksującej od Shiseido.
Na marginesie dodam, że doceniam także kosmetyki kolorowe i pielęgnację tej marki. Może kiedyś coś więcej o nich napiszę.

Rok powstania: 2000
Nos: Nathalie Lorson
Nuty zapachowe:
nuta głowy - świeża i jasna:
goryczka, hiacynt, bergamotka, modyfikowana waleriana, lak wonny;
nuta serca - wyciszona i naturalna:
bambus, mech, jaśmin, róża ;
nuta duszy - głęboka i ciepła:
drzewo kyara, drzewo gruszy, paczuli, piżmo, ambra.


wtorek, 6 sierpnia 2013

Gucci Envy

Jestem w zielonej fazie, po Tendre Poison dziś kolejna zielona kompozycja - Envy Gucci.
I znowu zapach zupełnie przewrotnie nie jest typowym zielonym świeżakiem pachnącym ogórkiem czy  jabłuszkiem. I chwała mu za to.
Gucci Envy swoją premierę miał w 1997r  a kilka lat później został wycofany z produkcji.  Od tego czasu nie pojawiło się nic podobnego.
Envy kojarzyć będzie mi się chyba zawsze z koleżanką ze studiów, niezmiennie ubraną na czarno D. Nie pachniała jakimś mrocznym killerem ale właśnie Envy.
Dlaczego Envy nazwano właśnie tak? Czy może budzić zawiść? Moim zdaniem, nie wywołują takich uczuć, ale z racji, że już coraz trudniej dostępne to dla wielbicielek mogą stanowić prawdziwy przedmiot pożądania.


Envy to dla mnie przede wszystkim niebanalna  i charakterna konwalia w towarzystwie frezji, fiołków i soczystych zielonych łodyg a to wszystko w puchatym leśnym otoczeniu.
Jednocześnie czuję w nim chłodną metaliczną nutę, taką jaką czasami odnajduję w kwiatowym Pleasures.

Wracając do tematu nazwy, Envy nie budzi we mnie żadnych zmysłowych, emocjonalnych skojarzeń, jest to raczej zapach dla osób, które lubią zachowywać dystans i nie szukają ciepłych, kobiecych kompozycji.
Gdyby nie dodatek róży i frezji byłby to całkiem fajny unisex. Co ciekawe, męska wersja Envy stanowi jeszcze większy rarytas niż jej damski odpowiednik, niestety nie miałam okazji ich poznać i pewnie jest czego żałować.

Envy to klasyka, późniejszych Envy Me i Envy Me 2 nie pamiętam, ale chyba jakoś nie zachwyciły.
Ubolewam nad obecną ofertą Gucci, natomiast naprawdę szkoda takich zapachów jak Envy czy Rush.
Zdecydowanie Envy to dla mnie konwalia nr 1.
Niedobitki Envy dostępne są jeszcze stacjonarnie, w zasadzie wyłącznie w nieopłacalnych najmniejszych pojemnościach 30 ml.
Polecam szukającym zielonych nie-świeżaków.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: bergamotka, frezja, brzoskwinia, ananas
nuta serca: hiacynt, konwalia, róża, jaśmin
nuta bazowa: cedr, sandałowiec, kosaciec florencki, piżmo

Rok powstania: 1997
Nos: Maurice Roucel ( ciekawostka, twórca również tak różnych zapachów jsk DKNY Be Delicious jak i New Haarlem)












środa, 31 lipca 2013

Tendre Poison, Christian Dior

Tendre Poison to dla mnie kolejny post z serii sentymentalnej.

Gdy mam napisać notkę o pięknych niedostępnych już perfumach, autentycznie jest mi przykro, gdyż wracam pamięcią do tego, co już nie ma szansy kiedykolwiek powrócić.
Trzymam w ręku piękny, soczyście zielony flakon najmniejszej pojemności tych perfum i wiem, że będzie ich już tylko mniej, ale taki jest już los wycofanych pachnideł.
Nie rozumiem decyzji o zaniechaniu ich produkcji, o ile reformulację mogę zaakceptować jako nienaturalną kolej rzeczy (w końcu wówczas jest jakaś opcja i teoretycznie mogę nadal cieszyć się czymś, co przypomina mój ulubiony zapach),  tak całkowite wycofanie tak wyjątkowego zapachu jest dla mnie niepojęte.

Podejrzewam, że statystyki sprzedaży nie były dla Tendre Poison korzystne i tak jego los się dopełnił.




Tendre Poison nie jest w ogóle delikatne ani czułe w porównaniu do klasycznego Poison.
To podobieństwo jak między Addictem a Addict Fraiche ( oczywiście piszę o starych wersjach)
Fraiche nie jest "fraiche", Tendre nie jest "tendre".
Poison i jego "tendre" wersja - to są zupełnie inne kompozycje, równie intensywne, duszące i w starym stylu, właśnie tak jak tygrysy lubią najbardziej.
Tendre jest zieloną trucizną, kolor flakonu może być mylący, ale w środku jest niebezpieczny zapach.
Przypomina mi piękny, soczysty ale trujący kwiat, który rozkwita po zmroku.
Kwiatowo - ziołowa kompozycja, otwarcie to uderzenie tuberozy, kwiatów pomarańczy i frezji, z ciepłą i lejącą się bazą przypominającą klasyka.
Spotykam się z opiniami  że jest duszący, mdły, mydlany i staromodny.
Pewnie tak jest.
Doceniam jego trwałość - 6-8 godz.


Są dostępne dwie wersje flakonów: Pierwsza dostępna była w owalnym flakonie jak na górnym zdjęciu, późniejsza już w okrągłym, albo i odwrotnie?
Mój flakon w owalnym kształcie wg dekalkulatora pochodzi z 2008r, / równie dobrze, może być to 1998r/ ale cały czas pięknie pachnie.
Warto poznać!


Nuty zapachowe:
głowy: galbanum, mandarynka, drzewo różane, bergamota
serca: frezja, kwiat pomarańczy, róża, tuberoza
bazy: drzewo sandałowe, wanilia, heliotrop, piżmo  


Rok powstania: 1994
Nos: Eduard Flechier

sobota, 20 lipca 2013

Sportowe zapachy

Wiem, tytuł jest banalny ale temat mnie zainteresował, kiedy po kilku latach przerwy postanowiłam wrócić do zajęć sportowych. 
Kiedyś nie zwracałam na to absolutnie uwagi, idąc na siłownię pachniałam tym samym czego użyłam rano.
Pytanie czym pachnieć na siłowni czy na zajęciach fitness?
Bo, że pachnieć trzeba to wiadomo :)
Moim zdaniem podstawa to dobry antyperspirant, bez tego nie powinno się wpuszczać do takich przybytków. Piszę tak, gdyż zdarza mi się spotkać w klubie "elegantki" w markowych ciuszkach, pełnym makijażu, w chmurze intensywnych perfum, a przez tą chmurę przegryza się odór potu, co stanowi w całości ciekawe zjawisko.
I w zasadzie antyperspirant mógłby w zupełności wystarczyć, gdyby nie fakt, że ktoś lubi pachnieć, tak jak ja właśnie, nawet w sportowych okolicznościach przyrody. Najchętniej sięgałabym po to, na co akurat mam ochotę, ale przez wzgląd na współćwiczące osoby postanowiłam wyodrębnić zapachy tzw. sportowe.
Nie mam ich dużo, nie jestem sportsmenką, z zasady nie lubię lekkich zapachów, ale udało mi się wybrać trzy najbardziej trafne.





Mój nr 1 to mgiełka do ciała Biotherm Eau d'Energie. 
I tu mała zagwostka. Zapach to czy pielęgnacja? 2 w 1? Oficjalnie jest to eau de toilette a na kartoniku opis " Awakening mist" lub w najpiękniejszym znanym mi języku "Sinnlich belebender Körperpflegeduft". 
Na stronie Biotherm znalazłam info, że jest to produkt pielęgnacyjny do ciała, zawiera witaminę E, naturalne esencje owocowe i substancje nawilżające. Skóra ma być aksamitnie gładka, rozświetlona itp. Ok tego nie zauważyłam, ale co dla mnie istotne, zapach autentycznie jest energizujący, coś w stylu jak Red-Bull we flakonie. Dla mnie pachnie soczystą pomarańczą, morelą i białymi kwiatami. Z Eau d'Energie bardziej chce mi się ćwiczyć.
Zwróćcie także uwagę na pozostałe mgiełki Biothermu:
żółtą Eau Vitaminee, różową Eau d'Paradis, turkusową Eau Pure czy niebieską Eau Oceane.
Mi podobają się wszystkie bez wyjątku, choć każda inna ale tylko pomarańczowa faktycznie dodaje energii. Następną w kolejności do zakupu jest Eau d' Paradis, nadal owocowa ale już nie taka sportowa.
Wody Biothermu bywają w ciekawych promocjach w Sephorze, ostatnio kupiłam na zapas znowu Eau d'Energie za 44 pln/50 ml. I moim zdaniem tyle są warte, nie więcej.
Co ważne, pomarańczowa mgiełka jest bardzo trwała!

Nr 2 to Jil Sander Sport Fitness - All Over Energizing Fragrance Body Spray Treatment.
Jil Sander ma całą linię Sport For Women. 
Pozostałe testowałam, ale zupełnie przypadkowo wpadła w moje ręce właśnie Sport Fitness. Jest mniej sportowo, bardziej kwiatowo-owocowo. 
Nuty zapachowe: grapefruit, mandarynka, zielone jabłuszko, imbir
czarna porzeczka, róża, frezja, 
cedr, drzewo sandałowe, brzoskwinia.

z tej długiej listy czuję tylko frezję i jakiś syntetyczny miks bliżej niezidentyfikowanych owoców.
W porównaniu z Biotherm  Jil Sander jest dość nietrwała. Wyróżniam ją za frezję, bo lubię ten zapach. Sport Fitness w nazwie to tylko i wyłącznie chwyt marketingowy. Na pewno już jej nie kupię, nie jest już produkowana, a pozostałe zapachy Jil Sander np. Pure, Pure Intense, Sport, Water Sport mogą być ciekawsze, szkoda, że nie pamiętam ich. Niestety jak już wspominałam w innych postach o zapachach Jil Sander marka ta nie jest popularna w PL, najlepiej kupować je w Niemczech, są w bardzo dobrych cenach i atrakcyjnych zestawach.

Nr 3 to znane chyba wszystkim Light Blue i nie ma sensu ich opisywać.
Nie cieszą się one dobrą opinią na forach perfumowych, a ja przekornie powiem, że to całkiem udany zapach, ale na mnie skandalicznie nietrwały. LB są stosunkowo drogie, nie wiem z czego to wynika, pewnie dlatego, że to w sumie bestseller i od lat cieszą się niesłabnącą popularnością.
Lubię używać LB latem, ma takie chłodzące i odświeżające działanie.


Jeśli coś znajdę ciekawego w tej kategorii będę aktualizować ten post.
Spotkałam się z opiniami, że nie powinno się używać perfum na zajęcia sportowe. Dlaczego nie? Nie widzę w tym absolutnie nic nagannego. Niezaprzeczalnie lepsze są jakiekolwiek perfumy niż zapach nieświeżego potu. A jeśli do tego zapach dodaje energii i powera do ćwiczeń to jest to super dodatkowo motywujący czynnik - to mówię ja, stworzenie kanapowe.


wtorek, 25 czerwca 2013

Ambra Idealna - L'eau d'Ambre L'artisan

L'Artisan stworzył najpiękniejszą w moim osobistym rankingu ambrę.
Nie szukalam w sumie perfum ambrowych,  testowałam sobie ambrę w różnych odsłonach i sądziłam, że nie dla mnie te klimaty, a testowałam ich wiele, zarówno w mainstreamie jak i w niszy.
L'eau d'Ambre poznałam przez przypadek na spotkaniu z przemiłą miłośniczką perfum, którą niniejszym serdecznie pozdrawiam :-)




Moim subiektywnym zdaniem ambra do łatwych nie należy, przez jej naturalne pochodzenie, jak i syntetyczne odpowiedniki jednak dalej kojarzy się z cielesnością niekoniecznie w jej zmysłowym wydaniu. Nosząc na sobie ambrę nie chcę pamiętać skąd ona pochodzi. ( gwoli przypomnienia 
ambra czyli Ambergis Tincture – wydzielina z przewodu pokarmowego kaszalota , która jest prawdopodobnie wynikiem niestrawności lub zaparcia wieloryba.)
Ambry, które testowałam niestety tak mi się kojarzyły, czyli właśnie z wydzieliną albo z kolei trafiałam na ambry przekombinowane, przesłodzone z masą innych ozdobników.

Woda ambrowa L'Artisana wyróżnia się przestrzennością i lekkością. Ambra w roli głównej a nie tylko utrwalacza z nut bazy. Intensywna, a mogę w niej oddychać. Jest świeża, a jednocześnie ciepła i słodkawa, ale nie mdli i nie przytłacza jak to się jej innym koleżankom zdarzało.
Jest niezaprzeczalnie eleganckim ale i prostym zapachem, dla mnie całorocznym.
Czasami miałam subiektywne wrażenie nieświeżości nosząc inne ambrowe kompozycje, tym razem czuję klasę i komfort.
L'eau d'Ambre nosi się doskonale, polecam nawet przetestować tym, na których ambry nie chcą się układać.
Zapach ponadczasowy.
O jej ekstremalnej siostrze napiszę innym razem.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: geranium
nuta serca: paczula
nuta bazy: wanilia, bób tonka, szara ambra, nuty piżmowe 



Nos: Jean-Francois Laporte
Rok powstania - 1978 - wiadomo, doskonały rocznik :-))


L'eau d'Ambre jest dostępne w perfumeriach Galilu i Quality w pojemnościach 50 i 100ml.