Szukaj na tym blogu

niedziela, 18 marca 2018

Bruno Banani Time to Play ( 2002)

Marka Bruno Banani nie kojarzy się raczej z dobrymi perfumami, to generalnie niedrogie pachnidełka z kategorii owoco-kfiatki, popularne wśród nastolatek.
Ale nie wiem czy ktokolwiek pamięta jedne z pierwszych perfum tej marki, wydane w 2002 r. Time To Play? Udało mi się poznać dopiero niedawno, ale na mojej liście do przetestowania wisiały już od jakiegoś czasu, właśnie kiedy zupełnie przypadkowo trafiłam na opis nut zapachowych m.in. piernikowych akordów.
I tak, warto napisać o nim coś więcej, zatem co to za zapach?

Wyjątkowo inny niż obecna oferta marki.




Klimatycznie uplasowałabym go gdzieś między Kenzo Jungle Elephant a Theoremą Fendi.
Time to Play niesamowicie pachnie korzennymi przyprawami, kokosem i wanilią. Zazwyczaj takie kompozycje są ciężkie i przytłaczające a w tym przypadku jest inaczej, gdyż Time to Play jest lekkie i radosne. Kokietuje słodyczą a jednocześnie jest charakterne i przedstawia bardzo interesującą mieszankę różnych nut.
Ciepłe, słodkie, a przy tym lekkie i musujące jak szampan.
Część nut przypomina również wycofane, nieco starsze pierniczkowe Belle de Minuit Niny Ricci.
Orientalny zapach podany w bardzo przyjaznej formie, wielka szkoda, że te perfumy znikły już z oferty, gdyż ciekawie by urozmaiciły propozycje sieciowych drogerii.
Jestem ciekawa, czy ktoś je jeszcze pamięta?
Zapach nie cieszył się opinią  kultowego, mam wrażenie również, że krótko były dostępne w sprzedaży, więc mogły niekoniecznie być zauważone.
Niemniej nieco żałuję, że perfumy wycofane, byłoby dobrze, gdyby mogły być poznane przez szerszą grupę odbiorców. Aby nie popadły w zupełnie zapomnienie postanowiłam przypomnieć Time to Play.
Dostępne były w formie wody toaletowej, mam najmniejszą pojemność 30ml.
Trwałość bez rewelacji ok. 2-3 godzin ale być może wynika to z wieku mojego flakonika :-)



Rok powstania: 2002
Nos: brak danych
Nuty zapachowe:
nuty głowy: bergamotka, mandarynka, czarna porzeczka, kokos
nuty serca: jaśmin, goździki ( przyprawa), cynamon, frezja, konwalia, cyklamen
nuty bazy: drzewo sandałowe, paczula, cedr virginia, wanilia





 został wydany w 2002 roku. Nutami głowy są bergamotka, mandarynka, czarna porzeczka i kokos; nutami serca są jaśmin, goździk (przyprawa), cynamon, frezja, konwalia i cyklamen; nutami bazy są drzewo sandałowe, paczula, cedr virginia i wanilia.


sobota, 3 marca 2018

Harissa Comme des Garcons ( 2001)

Miałam kiedyś romans z Comme des Garcons.
Najbliżej mi było do kadzideł ale pod wpływem spontanicznych testów, lekko mrocznego ale stylowego klimatu Londynu w okolicach Dover Street Market i pachnącego szalika zakupiłam Sequoię z czerwonej serii marki. 
Niestety miłość szybko się zakończyła, gdyż Sequoia mnie podduszała i wychodziły kwaskowate nuty.
Ale do dziś te wspomnienie jest we mnie żywe z uwagi na piękne okoliczności przyrody.

Seria czerwona to przede wszystkim drzewne i przyprawowe kompozycje.

W skład czerwonej serii wchodzą następujące perfumy:


Oprócz Sequoi testowałam kiedyś Palisander, wrażenie pozostawił bardzo ciekawe, drzewny zapach który mi przypominał kredki świecowe ale oczywiście na liście miałam do poznania wszystkie cudeńka z tej serii.

Nie ulega wątpliwości, że Comme des Garcons to marka nietuzinkowa dlatego postanowiłam zapoznać się bliżej z inną kompozycją z czerwonej serii - z Harissą.
Harissa to ostra pasta lub sproszkowana mieszanka papryki chili, czosnku, czasami z kuminem i kolendrą, używana w kuchni tunezyjskiej.


Kocham te arabskie smaki więc i harissę w formie pasty mam w swojej kuchni.




Otwarcie  Harissy to eksplozja cudownej mieszanki przypraw. Tak może pachnieć w orientalnej restauracji ale czy ja chcę tak pachnieć?
Dominuje oczywiście chili ale intensywnie również czuję  dzięgiel i gałka muszkatołowa, cierpkość gałki muszkatołowej niebanalnie dodaje charakteru. To zapach bardzo nietypowy, lekko świdrujący w nosie ale na szczęście nie zmusza do kichnięcia. Brakuje mi w nim świeżości i innych mniej jadalnych nut, wtedy Harissa nie byłaby tak dosłowna.




A tak nosiłam ją wiele razy, próbowałam layeringu z innymi perfumami i niestety poddałam się. Harissa wygrała.
Trwałość całkiem dobra, jak na zazwyczaj niezbyt mocną niszę czyli porządne 4 godziny.
Piękne perfumy ale w moim odczuciu jak większość oferty Comme des Garcons, bardziej do wąchania niż do codziennego noszenia.
Przypomniało mi się, że kiedyś próbowałam dać szansę podobnym zapachom z L'Artisan Perfumeur : pieprznym Poivre Piquant i paprykowym Pimet Brulant  i również doszłam do wniosku, że to nie dla mnie.
Ale doceniam ich inność i niszowość, na pewno warto poznać Harissę, ale czy jest to zapach do noszenia i cieszenia się nim  czy do podziwiania to już inna kwestia?

Rok powstania: 2001
Nos: Betrand Duchaufour
Nuty zapachowe:
gałka muszkatołowa, przyprawy, czerwona pomarańcza, papryczka chili, cytryna, pomidor, szafran, dzięgiel  i kardamon.
Pojemność: woda toaletowa 50ml.