Szukaj na tym blogu

czwartek, 26 grudnia 2013

Trussardi Inside edp

Trussardi to włoska rodzinna firma założona w 1911r., która swoją działalność rozpoczęła jako pracownia skórzanych rękawiczek, w międzyczasie poszerzając swój asortyment o torebki, walizki a także kolekcje mody damskiej i męskiej.
Od 1983 w jej ofercie pojawiły się także perfumy, wśród nich takie perełki jak Python, Skin i właśnie Inside, o których dzisiejsza notka.



Inside to miękki, zmysłowy, karmelowy delikates. Gdyby ktoś szukając zapachów z nutami kawy myślał o Inside, to nie trafi dobrze.
Kawy w nim jak na lekarstwo, to raczej lightowe caffee latte z waniliową pianką, niż esencjonalny napar. Ale i tak mi się podoba.
Nosi się bardzo dobrze. Elegancki ale niezobowiązujący.  Włoska klasa. Nieprzesłodzony.
W bazie przypomina bardzo delikatną,  już ulatniającą się klasyczną Max Marę.



Minusy - bardzo słaba trwałość jak na eau de parfum.  Jest jeszcze  eau de toilette, no i jeszcze Inside Delicate, których chyba nie warto nawet testować.
Inside nie jest już dostępne i ma aktualnie status rarytasu i odpowiednią cenę - 350 pln za 100 ml.



Rok powstania: 2006
Nos:  Daphné Bugey

Nuty bazy: neroli, bergamotka, passiflora, różowy pieprz
Nuty serca: frezja, heliotrop, kawa
Nuty głowy: piżmo, ambra, drzewo tekowe

niedziela, 22 grudnia 2013

Podsumowanie nowości 2013

Rzadko piszę o nowościach. Nie interesują mnie. A jak już mnie coś zainteresuje to w 90% mnie rozczarowuje.
Tym razem krótko przedstawiam moje 3 x  TOP 3 2013 roku.
3 zapachy w 3 kategoriach:
Przetestuj!
Zapomnij!
Muszę poznać!

ostrzegam lista jest bardzo subiektywna :)))

Przestestuj:
Michael Kors, Sexy Amber
Valentina Oud Assoluto, Valentino
Rajasthan, Etro


Zapomnij:
Si, Armani
Flower in the Air, Kenzo
Alien Aqua Chic

Muszę poznać:
Sahara Noir, Tom Ford
Tresor L'absolu, Lancome
Amber Mystique, Estee Lauder

sobota, 14 grudnia 2013

YSL Opium Poesie de Chine

Znacie Opium? No ba, kto nie zna.
Znam coś piękniejszego i bardziej noszalnego niż klasyczne Opium -  limitowana wersja Poesie de Chine.
Powstała jeszcze w czasie, kiedy Opium było oferowane w starej szacie i naprawdę było odurzające.
Z odświeżonym w 2009r.  designem flakonu klasycznego Opium wiąże się także reformulacja zapachu.



Letnie limitowane wersje Opium pojawiały się już od końcówki lat 90-tych.
Limitowane wersje Opium inspirowane Chinami:
Opium Fleur du Shanghai by Yves Saint Laurent  - 2005
Opium Fleur Imperiale by Yves Saint Laurent - 2006 
Opium Légendes de Chine eau de Parfum Yves Saint Laurent 2007

Nie mam porównania do wcześniejszych wersji limitowanek,  mam nadzieję, że to nadrobię, ale niedawno wpadła w moje ręce wersja z 2008r. i poległam :)
Flakon nie jest taki ładny jak wcześniejsze wersje, cieniowany od matowego, nieco plastikowego czerwonoceglastego do transparentnego żółtego, ozdobiony chińskimi literami.
Jednak to, co jest w środku wynagradza niedostatki wizualne.
Autentycznie przeniosłam się dekady wstecz. Opium musiało być prawdziwym hitem kiedy ukazało się w latach 70-tych, a Poesie de Chine jest lżejszą wersją, delikatniejszą, słodszą, ale nadal z orientalnym pazurem, pełnym charakteru i mocy.
Początek jest owocowy, wyraźnie czuć cytrusy na przyprawowej bazie a baza oczywiście zostaje w zasadzie niezmieniona z klasycznego Opium.
Idealna opcja dla osób, dla których Opium jest za ciężkie, zbyt męczące i szorstkie.
Poesie de Chine można nosić cały dzień, bez względu na porę roku.
Lubię orientalne klimaty, jest mi w tym zapachu od razu cieplej.
Polecam, szczególnie na  zimowe, mroźne wieczory.



Rok powstania: 2008
Nuty zapachowe:
nuty głowy: tangerine, imbir, mandarynka, cytrusy
nuty serca: jaśmin, magnolia
nuty bazy: paczula, piżmo, wanilia, mirra

niedziela, 1 grudnia 2013

Perełka od Kenzo, Flower By Kenzo Oriental

Flower by Kenzo Oriental to limitowana wersja Flower by Kenzo, pochodząca z 2005r.
Na fali sukcesu Flower, Kenzo postanowiło uraczyć nas nową odsłoną zapachu, bardziej kojarzącą się z kulturą Japonii.
Czy Oriental pozwala nam spodziewać się czegoś na miarę Opium?



Mak jest czarny- to już dobrze wróży.
Flakon ma ten sam kształt co klasyk, ale w innej kolorystyce, grube dno, od spodu jest ciemne.
( Widziałam ostatnio bardzo dobrze zrobioną podróbkę, która wyglądała obiecująco, tylko przezroczyste dno ją zdradziło)
Moje perfumy pochodzą z 2006r, płyn jest już ciemniejszy, a w środku cudeńko.
Nie ma tu klasycznego maczka. Jest kadzidło, a raczej kadzidełko ugłaskane, oriental to delikatna nuta orientalna ale całość składa się w bardzo miły a jednocześnie wyróżniający się zapach.
Motywem przewodnim jest tu rzadkie i cenne drzewo Kyara, które stanowi już od wieków serce unikalnego rytuału -  uroczystości Kodo ("słuchać by palić kadzidło" ) to magiczny rytuał, który wyraża sztukę kadzidła, mieszania lasu i jego tajemnic. Uczestnicy są zaproszeni, by pachnieć, czuć się i identyfikować z płonącym lasem - "posłuchaj kadzidła". 





Orientalny maczek nie jest zapachem dla osób, które lubią dominujące kadzidło. Nie mogę pozbyć się skojarzenia z DKNY Be Delicious Night, gdzie również pojawiły się nuty kadzidlane. To zapachy z pogranicza, zbyt kadzidlane aby mógł się spodobać szerokiej publice, za delikatne, zbyt codzienne, aby mogły być docenione przez osoby, które szukają mocniejszych aromatów.
Staram się właśnie o takich perfumach pisać, gdyż "nawet" w mainstreamie można znaleźć interesujące kompozycje. "Nawet", bo ja tak naprawdę bardzo lubię mainstream i nie wstydzę się tego.

Wracając do orientalnego Flower byłby to piękny zapach, wart każdych pieniędzy.... gdyby był bardziej trwały, gdyby był bardziej orientalny.
Kiedy przebrzmi kadzidło i drewno, zostaje tak naprawdę słodkie waniliowe piżmo. Po orientalnym charakterze nie ma już śladu. A szkoda.
Myślę, że dla kogoś, kto lubi mocniejsze uderzenie orientu, maczek może być codziennym zapachem, idealnym na cieplejsze dni. Ale i tak jest piękny i zdecydowanie bym chciała mieć możliwość zakupu w perfumerii. A tymczasem na półkach króluje nowa wariacja na temat Flower - Flower in The Air...to chyba propozycja dla tych, dla których Maczek eau de parfum to killer ;)


Nuty zapachowe:
Nuty głowy: kadzidło, dziki głóg, czarna porzeczka
Nuty serca: drzewo Kyara, fiołek, bułgarska róża
Nuty bazy: wanilia, pieprz, piżmo
Rok powstania 2005

Nos:  Alberto Morillas ( cała seria Kenzo Flower, oprócz czerwonego Le Parfum, większość zapachów Bulgari, Herrera 212 , CK Truth, Le Baiser du Dragon, Intuition, Pleasures, oraz moje ukochane Byzance i Byzantine od Rochas)

poniedziałek, 25 listopada 2013

Gloria, Cacharel

Z notką o Glorii czekała długo, nie chciałam pisać o zapachu z pamięci... udało się! Mam maleńką Glorię i mogę wreszcie odświeżyć sobie wspomnienia.
Bez wątpienia, choć od premiery Glorii minęło już ponad 10 lat, to  dla mnie do dziś pozostała zapachem nr 1 tej marki.



W niepozornym prostym flakonie kryje się kobiecość i zmysłowość w delikatnej i nienachalnej odsłonie.
Do dyspozycji mam tylko wiekową miniaturę, więc na pewno zapach inaczej inaczej odbieram, niż z atomizera.
Gloria to przede wszystkim migdały, likier amaretto, szczypta białego pieprzu i ambra.
Suchy, słodko-wytrawny i ciepły.
Moje skojarzenie - Gloria smakuje jak kawa z odrobiną kardamonu i kroplami syropu waniliowego i migdałowego. W końcowych nutach brzmią ciepłe nuty drzewne.
Gloria to delikatny i subtelny zapach.
Brakuje mi w nim pazura, czegoś wyróżniającego.



Gloria nie jest produkowana od wielu lat, co najmniej od 2006r.
w linii zapachowej dostępne były:
eau de toilette 30ml, 50ml, 100ml
olejek do kąpieli i ciała - bath and body oil
mgiełka zapachowa - body mist
balsam do ciała - body lotion
świeca zapachowa - scented candle

Rok powstania: 2002
Nos: Olivier Cresp ( Angel, Kenzo Amour, Light Blue, Midnight Poison)
Nuty zapachowe:
głowy: ambra, amaretto, hibiskus, róża
serca: biały pieprz, ambra, wanilia, białe kwiaty
bazy: bób tonka, migdały, wiśnia, cedr i styrax.



piątek, 15 listopada 2013

Comme des Garcons, Series Incense: Kyoto

Długo przymierzałam się do notki o Kyoto - mojego faworyta z serii kadzidlanej Comme des Garcons.
Zapach absolutnie wyjątkowy.
Cokolwiek nie napiszę nie odda ich charakteru.
Kyoto to zapach japońskiej świątyni buddyjskiej.
Nigdy nie byłam w Japonii, ale wierzę, że tak tam pachnie.



Lubię zapachy kadzidlane, szczególnie bliskie mi są Black Cashmere czy Nu, ale poznałam wiele kadzidlaków, które były przekombinowane.
Kyoto jest inne.
Czyste, oleiste i suche jednocześnie.
Smutny to zapach, czuję w nim melancholię i tęsknotę za czymś nieokreślonym i nieosiągalnym.
Początek Kyoto to las cyprysowy, miękki i soczysty, a na nim układa się  na nim suche, buddyjskie kadzidło.
Nie trzeba tu dużo, nie trzeba już nic więcej, jest to zapach absolutnie skończony.
Oszczędność i surowość Kyoto stanowi o ich wyjątkowości.
Chciałabym i mogłabym nimi pachnieć cały czas, noszę je okazyjnie. 
Nie wiem dlaczego?

Cały czas szukam czegoś podobnego do Kyoto, ale bardziej dostępnego i mniej dostojnego,   i tak odkryłam, że w początkowych nutach całkiem podobne są Terre Hermes i Eau des Baux L'occitane, jednak charakter Kyoto jest inny.







Rok powstania: 2002
Nos: Bertrand Duchaufour

Nuty zapachowe: kadzidło, olejek cyprysowy, kawa, drzewo tekowe, wetiwer, paczula, ambra, nieśmiertelnik, cedr

W serii Kyoto dostępne są:
eau de toilette 50 ml, świeca zapachowa ( ależ to musi być cudo!) i kadzidełka.
Cena Kyoto 50 ml - 260 pln

niedziela, 10 listopada 2013

Perełka od Christiana Diora, Poison Esprit de Parfum

Wielka moc zamknięta w miniaturce.
Wącham i przenoszę się w lata 80-te w ich najlepszym momencie.

Esprit de Parfum  - skoncentrowany Poison.




Stężenie powinno być mocniejsze niż w wodzie toaletowej ale czuję, że jest porównywalne z edt z tamtych lat.
Szkoda, że nie mogę jednocześnie porównać obu wersji vintage. 
Niestety Poison dostępny na półkach w perfumerii to lekka mgiełka zapachowa w porównaniu z wcześniejszymi wersjami. 
Aplikuję Poison  EsdP ostrożnie na nadgarstek, zostało już  raptem kilka mililitrów w moim flakoniku, kolor płynu jest już ciemno żółty ale zawartość cudowna. Zamykam koreczkiem. To naprawdę nie lada osiągnięcie, że zapach przetrwał do dziś, niezmieniony, może troszkę ostrzejszy ale nadal piękny.
Poison jest tajemniczy i wyrazisty.
Nie bałabym się stwierdzić, że nie jest to zapach dla każdej kobiety, jest po prostu zbyt dominujący i w zasadzie niezbyt kobiecy, obiektywnie oceniając.
W tym miejscu wspomnę, że nie uznaję podziałów na zapachy stricte damskie i męskie, w moim odczuciu  Poison to nie jest typowy zapach dla kobiety i miałam okazję sprawdzić,  że równie dobrze pachnie na męskiej  skórze.

W Poison EsdP  na pierwszym planie wybija się cudownie esencjonalna śliwka i przyprawy w kwiatowym towarzystwie pierwszej klasy róży i tuberozy.Czuję delikatne ale rasowe kadzidło



Na zdjęciu powyżej moje maleństwo na tle innych zapachów Diora.
EsdP dostępne były w pojemnościach od 5 ml do 100 ml
Poison Esprit de Parfum jest bardzo trwałe, na skórze trwa nawet do 10 godz.
Nie znalazłam informacji, czy EsdP miało inne nuty niż klasyk, więc przytoczę, te które znam z edt:

nuty głowy: kolendra, ziele angielskie, śliwka, anyż
nuty serca: róża, tuberoza, goździk, cynamon
nuty bazy: ambra, drzewo sandałowe, opoponax, piżmo 



wtorek, 22 października 2013

Pachnące kosmetyki vol.1

Jak na maniaczkę zapachów przystało kupując kosmetyki pielęgnacyjne równie dużą uwagę jak do wyglądu czy składu przywiązuję także do zapachu.
Przedstawiam moich ulubieńców, kolejność przypadkowa, część pierwsza z subiektywnymi faworytami, którzy mają stałe miejsce w mojej łazience.

Musujące tabletki do kąpieli  z wyciągiem z żeń-szenia J&E Atkinson, I Coloniali Effervescent Bath Tablets with Ginseng. 




Rewelacyjny kosmetyk za niewielkie pieniądze. Tabletka wrzucona do kąpieli wypełni łazienkę zapachem na długie godziny. Woda zabarwia się na turkus a kąpiel sprawia prawdziwą aromatyczną przyjemność. Tabletki I Coloniali pachną miksem lasu i żeń-szenia.
Idealne do domowego SPA, kiedy możemy sobie zafundować odprężający seans po ciężkim dniu.
Dostępne w Douglasie w cenie 5,90 zł/szt.



Dermika  Salon & Spa - Mus Orientalny






Pierwszy raz zetknęłam się z tym kosmetykiem podczas zabiegu na ciało w salonie firmowym Dermiki. Po peelingu i masażu w skórę został wmasowany krem, który właśnie najczęściej stosuje się na zakończenie i podtrzymanie efektu wcześniejszych etapów zabiegu. Ja stosuję go normalnie jak krem do ciała.
Informacje od producenta: MUS ORIENTALNY  to krem pielęgnacyjny do ciała z ekstraktami z orchidei i grejpfruta. Zawiera ekstrakt z kwiatów orchidei oraz olej z orzechów makadamii o działaniu silnie regenerującym. Dzięki niepowtarzalnej kompozycji aromatów czarnego pieprzu i orientalnych kwiatów akcentuje wyjątkowy charakter pielęgnacji. Lekka, szybko wchłaniająca się forma sprawia, że po użyciu skóra staje się jedwabiście gładka i zadbana bez uczucia nadmiernej tłustości. Przeznaczony do stosowania w końcowych etapach zabiegów na ciało.

Mus orientalny pachnie faktycznie orientalnie. Czuję przyprawy: pieprz, kardamon, bliżej nieokreślone kwiaty i egzotyczne owoce.  Zapach utrzymuje się na skórze wyjątkowo długo.
Trudno mi określić wyjątkowość jego walorów pielęgnacyjnych, działa jak bardzo dobre masełko do ciała, na pewno mój egzemplarz nie ma konsystencji musu. Ale pachnie obłędnie :)))
Trudno dostępny, cena wysoka ok. 80 zł, pojemność 500ml.

Joanna Sensual, Żel do golenia z ekstraktem z miodowego melona




Nawet żel do golenia może pięknie pachnieć - ten bardzo przypomina niedostępne już perfumy Gloria Cacharel i nie tylko ja jestem tego zdania.
Żel zawiera ekstrakt z melona miodowego, który działa na skórę nawilżająco i łagodząco. Rozcierany na wilgotnej skórze zmienia się szybko w kremową pianę, która zmiękcza włókno włosa oraz zapewnia łagodne i dokładne golenie. Polecany do golenia nóg, jak i pach, rąk i okolic bikini. - See more at: http://www.rossnet.pl/Produkt/Joanna-Sensual-zel-do-golenia-dla-kobiet-z-ekstraktem-z-miodowego-melona,96637,1709#sthash.mIS8n49T.dpuf
Słodki miodowy melon odpowiada ze te nuty, nie wiem jakim cudem ktoś wpadł na taki pomysł, ale liczy się efekt końcowy.
A sam żel jest bardzo dobrym produktem, idealnie spełnia swoje zadanie a przy tym pielęgnuje skórę.
Cena 10 zł/200 ml

Polecam!

Żel zawiera ekstrakt z melona miodowego, który działa na skórę nawilżająco i łagodząco. Rozcierany na wilgotnej skórze zmienia się szybko w kremową pianę, która zmiękcza włókno włosa oraz zapewnia łagodne i dokładne golenie. Polecany do golenia nóg, jak i pach, rąk i okolic bikini. - See more at: http://www.rossnet.pl/Produkt/Joanna-Sensual-zel-do-golenia-dla-kobiet-z-ekstraktem-z-miodowego-melona,96637,1709#sthash.mIS8n49T.dpufCena ok. 10 zł

sobota, 19 października 2013

Podsumowanie wrzesień - październik

Chociaż październik jeszcze się nie skończył, pokazuję dziś, to co pojawiło się u mnie w ostatnich tygodniach.
Tester Bond No. 9  - Chinatown, o których marzyłam już dawno :))
Używane perełki:
Dwie wycofane limitowane wersje Flower Kenzo - Flower Le Parfum oraz Flower Oriental.
Yves Saint Laurent - Nu edp
CK Obsession w starej wersji - zaczyna mnie męczyć.
Nie wiem jeszcze co oprócz Nu zostanie na dłużej, nie ukrywam, że duża rotacja jest u mnie :) Ale bez rotacji byłoby chyba zbyt nudno, czyż nie?
Postaram się wkrótce napisać o limitkach Flower Kenzo.
Subiektywnie jako zdecydowanie ciekawsze oceniam Flower Oriental.
Niestety ostatnio na allegro były pojedyncze podróbki obu zapachów, nie dajcie się zwieść obiegowej opinii, że limitowane wersje nie są podrabiane. Podrabiane jest niestety niemalże wszystko, co się sprzedaje.


sobota, 12 października 2013

Dior, Midnight Poison

Midnight Poison - kolejna piękna trucizna z rodziny Diora, w moim osobistym rankingu najbardziej "moja".
Czwarta siostra klasycznej Poison, młodsza od niej o dwadzieścia lat, szybko zyskała uznanie. Ma charakter,  ponadczasowy sznyt jak na Poison przystało ale jest łatwiejsza w noszeniu.


Piękne granatowe szkło flakonu zapowiada zapach typowo wieczorowy, sama nazwa Midnight nie pozostawia wątpliwości. MP to jednak w moim odczuciu całkiem delikatny zapach, zdecydowanie całodzienny i niezbyt zobowiązujący. Ale czuję się w nim elegancko, niezależnie od okoliczności.
Pierwsze wrażenie nie wróżyło niczego dobrego - pomyślałam sobie, że gdyby nie taka sobie moc,  byłby to całkiem fajny unisex. Minął jakiś czas, a ja dojrzałam do niego i stwierdziłam, że muszę go mieć.

Midnight Poison to baaardzo duża porcja delikatnie ale jednak przykurzonej paczuli z domieszką róży. Czuję paczulę intensywnie w otwarciu, a potem ustępuje ona zapachowi róży, ale w delikatnej i nienachalnej odsłonie.  Nie jest to typowy kobiecy zapach, dla mnie zostawia nutę intrygującego niedopowiedzenia i aury tajemniczości. Widzę w nim kobietę w dopasowanym czarnym smokingu i w szpilkach.
Dior jednak postanowił wycofać Midnight Poison.
Mój flakon z kilkoma kroplami na dnie ma wypiaskowany kod 8501, czyli pochodzi ze stycznia 2008r. Litery słów Midnight i Poison są takiej samej wielkości, wiem, że jest także dostępna wersja z  mniejszymi literami Midnight, a Poison jest wyraźnie większą czcionką. Czytałam, że MP także załapało się na reformulację.


Nieszczególna trwałość to jedyny mój zarzut wobec MP. Oczekiwałabym po nim większej mocy i nasycenia.
Midnight Poison było dostępne w kilku wersjach:
klasyczne edp oraz w limitowanej wersji collector
w wersji elixir z pompką
czyste perfumy - ekstrakt 7,5 ml



Nuty zapachowe:
Nuty głowy: mandarynka, bergamotka
Nuty serca: róża
Nuty bazy: paczula, ambra, wanilia

Rok powstania: 2007
Nos: Jacques Cavallier, Oliver Cresp i Francois Demachy

środa, 2 października 2013

Alien Essence Absolue

Thierry Mugler zafundował wielbicielkom Aliena w 2012 r. całkiem niezłą niespodziankę - na rynku ukazała się nowa odsłona Aliena Essence Absolue.
Myślałam sobie: wow Alien w wersji Intense to będzie coś!




Zanim powąchałam tę nowość, moją uwagę wzbudził kształt flakonu, kojarzący się zdecydowanie z miejscem, gdzie kończą się plecy. Górna część złotego elementu zwieńczającego atomizer też nasuwa skojarzenie z inną częścią ciała, tym razem bardziej intymną.  Pomyślałam - będzie ciekawie.
I tak, jak lubię Aliena i jego różne wersje limitowane, tak w tym przypadku pierwszy test okazał się być porażką. Minął w zasadzie rok, a ja dalej nie mogę się przekonać do tego zapachu, mimo że testów było już kilka a szans tej wersji dałam wiele.

Przede wszystkim ten Alien to boa dusiciel. Lubię intensywne zapachy, ale Essence Absolue powala na łopatki wszystkie dotychczas znane mi killery. Psiknięty raz na nadgarstek, pozostaje wyczuwalny na rękawie przez tydzień.
Przyprawia o ból głowy, dusi, tłamsi i rozleniwia niemalże toksyczną jaśminowanilią,
Śmieszy mnie poniższa reklama, ale ta stylistyka dobrze oddaje charakter Aliena Essence Absolue.


Charakter krzyczący, przerysowany. Nie pasuje mi, trudno mi nim pachnieć.
Waniliowe zapachy generalnie lubię, tu wanilia nie jest ciepła, słodka i puchata, jest obca, plastikowa i sztuczna.
Kadzidła, które jest podane w nutach bazy niestety nie czuję w ogóle.

Sama kompozycja jest kontrowersyjna, tak jakby zabrać to, co w Alienie jest ciekawe, zostawić duszące nuty, oprószyć  grubą warstwą wanilii, ozłocić złotem, sypnąć brokatu i voila!
Wersja Super Ultimate Intense Absolue gotowa.
Trwałość rewelacyjna - niestety niedawno sprawdziłam sporządzając próbkę dla koleżanki.

Alien Essence Absolue dostępny jest w pojemnościach 30 i 60ml.

Nuty zapachowe:
nuty głowy: jaśmin
nuty serca: drzewo kaszmirowe, korzeń irysa
nuty bazy: wanilia, biała ambra, mirra, kadzidło
Rok powstania: 2012
Nos: Pierre Aulas

sobota, 28 września 2013

DKNY Delicious Night

Zapachy z serii DKNY  Be Delicious są popularne i jednocześnie niezbyt lubiane.
Na temat całej serii nie będę się wypowiadać - nie jestem jej fanką, ale jej sukces komercyjny jak najbardziej doceniam.
Jednak, co ważne, znalazłam w rodzinie Be Delicious perełkę godną uwagi.

 
Istnieje jakaś mniej lub bardziej wyimaginowana zależność między kolorami flakonów perfum, ich stylistyki a samą zawartością. Zawsze z zainteresowaniem sięgałam m.in. po perfumy we flakonach w najróżniejszych odcieniach fioletu. Fiolet był zawsze bardzo obiecujący.

Tym razem również nie pomyliłam się.
Nie jest to świeżak, jest to cudowna owocowo-kadzidlana kompozycja. Kto by się tego spodziewał?





Jest zdecydowanie mocniej niż w zielonym jabłuszku, w końcu według producenta to zapach na wieczór.
Mimo to, Delicious Night nie są ciężkie ani ogoniaste, generalnie noszą się dobrze, moim zdaniem zapach raczej na dzień, na wieczorne wyjście chyba jednak za słaby.
Fajny pomysł - połączyć nuty kadzidlane z owocowym miksem.
W wielkim skrócie - dla mojego nosa pachną jak lekka owocowa wersja Nu edt.
Trwałość dobra.


Chyba nie będzie to niespodzianką, gdy napiszę w tym miejscu: tak, DNKY Delicious Night są już wycofane. Stacjonarnie od dłuższego czasu już ich nie widzę, są jeszcze dostępne pojedyncze sztuki w internecie. 
Bardzo tanio można nabyć jeszcze miniaturki o pojemności 7 ml, niestety bez atomizera.


Nuty zapachowe:
nuty głowy: owoc pomelo, imbir, jeżyny, frezja
nuty serca: orchidea, jaśmin, irys
nuty bazy: ambra, kadzidło, mirra, paczula, wetiwer

Rok powstania: 2008
Nos: Jean-Marc Chaillan ( Cashmire Mist, Burberry London)


czwartek, 26 września 2013

Calvin Klein - Obsession


Wracamy do lat 80-tych, o blisko dwie dekady wstecz. Obsession  od Calvina Kleina pojawiają się na rynku i idealnie oddają ducha tamtego czasu.
Ciekawostka - reklama z 1986 r. Bardzo staroświecka i klimatyczna. Intrygująca.




Rok 1993  - reklama z młodziutką, chudą i półnagą Kate Moss, wyglądającą na bardzo nieletnią wywołuje kontrowersje.






 Obsession nigdy nie były moją obsesją, komplementowałam je na kimś, natomiast sama obchodziłam je dość szerokim łukiem. W końcu jednak skusiłam się na mały flakonik w wersji vintage, mam, nie oddam, choć jakoś nie potrafię się z nimi zaprzyjaźnić. Obecna wersja dostępna w perfumeriach jest łagodniejsza i bardziej noszalna.




Obsession dosłownie eksploduje drzewno-ambrową mieszanką o męskim charakterze. Ostre zwierzęce nuty dosłownie dają po nosie. Początek jest obiecujący, czuję gęsty, ciężki i zawiesisty orient. Dużo nut, przypraw i przesycenie. Po pewnym czasie, jak już nos jest naprawdę zmęczony, wtedy dopiero Obsession łagodnieje, w końcu  nawet one muszą trochę złagodnieć. Na szczęście końcówka jest już całkiem przyjemna. Mega trwałość. Ciemno pomarańczowy kolor.
Nowa wersja oczywiście po pewnie którejś już reformulacji jest zdecydowanie milsza i bardziej waniliowa. 
Nadal ma charakter, to trzeba jej oddać.
Obsession to prawdziwa perełka vintage a przy tym dostępna i stosunkowo niedroga. 

Nuty zapachowe: 
nuta głowy: bergamotka, zielona nuta, bazylia, mandarynka 
nuta serca: jaśmin, kwiat pomarańczy, kolendra, sandał 
nuta bazy: wanilia, ambra, kadzidło, wetiweria


Rok powstania: 1985

Nos: Jean Guichard ( Eden, Lou-Lou, Deci-Dela)

niedziela, 15 września 2013

Książki o perfumach vol. 1 - " Perfumy - Marzenie we flakonie" J. S. Jellinek

Dzisiejsza notka dla perfumomaniaków, którzy lubią czytać. I oglądać.
Książka o perfumach musi mieć zdjęcia, dużo zdjęć, bardzo dużo kolorowych zdjęć.
Książek o perfumach mam na razie sztuk trzy.
Dziś o mojej najstarszej pozycji wygrzebanej gdzieś w taniej książce za oszałamiającą kwotę 9,50 zł - "Perfumy Marzenie we flakonie" napisanej przez J. Stephana Jellinka.
Tytuł oryginału: Parfum, der Traum im Flakon, pierwsze wydanie 1992.
Duży format, sztywna okładka, pięknie wydana.




SPIS TREŚCI:

PRZEDMOWA
SZEŚĆ ZŁOTYCH ZASAD
NA SKRZYDŁACH ZAPACHU
TRUDNOŚCI Z WYBOREM
MAPKA PERFUM
JAK "NOSIĆ" PERFUMY
JAK POWSTAJĄ PERFUMY
TAJNY JĘZYK PERFU
MODY I TRENDY
ZAPACH DLA PANA
MAŁY SŁOWNICZEK KOMPOZYTORA - PERFUMIARZA

169 stron o perfumach dla wielbicielek lat 80-tych i 90-tych.
Znakomita część perfum prezentowanych na stronach tej książki już niestety jest wycofana, więc jest do czego  powzdychać z tęsknotą.


Przytoczę sześć złotych zasad sformułowanych przez autora:
* nie ma dnia bez perfum!
* należy wykorzystać każdą okazję do poznania nowych perfum!
* które grupy zapachów pasują do ciebie? o tym może zdecydować tylko i jedynie twoje odczucie!
* czy te perfumy są dla mnie odpowiednie? tylko test na skórze może dać odpowiedź na to pytania
* nie stosujmy nigdy perfum, których zapach nam nie odpowiada!
* perfumujemy się zbyt mocno? a może za mało? posłuchaj, co mówią przyjaciele!


Książka momentami może nieco śmieszyć górnolotnym stylem i kwiecistymi porównaniami:
"Marzenia narodzone z perfum są niczym motyle - barwne, lecz trudne do schwytania."

Zawiera pomocne schematy i stworzoną przez autora mapkę perfum dla kobiet i dla mężczyzn:




Podoba mi się rozdział o trudności wyboru, opisuje w jaki sposób na spokojnie przeprowadzić testy, które zaowocują trafnym zakupem.
Na swoim seminarium o zapachach Jellinek instruuje jak można zbadać perfumy odpowiadając sobie na pytania:
Gdyby ten zapach miał barwę, jaka by była?
Gdyby ten zapach miał formę, jak wyglądałby?
Gdyby mogła Pani dotknąć tego zapachu, jaki byłby to dotyk?
Czy kojarzy się Pani z tym zapachem miejscowość, scena lub obraz?
Czy może Pani sobie wyobrazić określony strój, który łączy się z tym zapachem?
Czy może Pani sobie wyobrazić kobietę, która kojarzy się Pani z tym zapachem?
Czy używałaby Pani tego zapachu? Jeśli tak, to na jakie okazje, do jakiej garderoby, do jakiego nastroju i do jakiej pory roku?

Na deser ciekawe zdjęcia reklamowe, których się już dziś nigdzie nie znajdzie.





niedziela, 25 sierpnia 2013

Joop! Femme

Pierwszy zapach Joop! dla kobiet. Femme - tylko tyle, prosta nazwa, minimalistyczne opakowanie. Tylko tyle i aż tyle.
Dzięki nim zaczęła się moja przygoda z perfumami, jako nastolatka poznałam je podczas wakacji w Niemczech, gdzie wówczas były bardzo popularne. I tak towarzyszą mi do dziś, czyli lat naście a niedługo już dwadzieścia.
W moim przypadku to była miłość od pierwszego zaciągnięcia się. Bywa, że nie sięgam po nie tygodniami, a potem wpadam w "zug" i noszę je bez przerwy przez dłuższy czas. Czasami tak myślę sobie, że gdybym musiała ograniczyć się tylko do jednych jedynych perfum to mój wybór padły na nie. Na szczęście nie muszę stawać przed takim wyborem. Nie zawahałabym się powiedzieć, że te perfumy są skomponowane jak dla mnie. Mają moc, są oryginalne, intensywne, radosne.





To zapach z czasów, kiedy perfumy jeszcze pachniały tak jak pachnieć powinny.
Mocno i "na bogato".
Tak jak lubię.
Niebanalne, eleganckie i z długim ogonem. 
Trwałość - czasem nawet do 8 godzin.
Całoroczne, nie ma dla nich lepszych i gorszych dni.
Zimą otulają i dodają energii, latem wibrują pozytywnymi nutami.

Samo otwarcie może się nie podobać, jest lekko plastikowo, syntetycznie, duszące aldehydy.
Mają taki orientalny sznyt lat 90-tych.
Czasem nuta cywetu daje fizjologiczną nutkę, co nie wszystkim odpowiada.


Nawet nie będę próbować liczyć, ile flakonów Femme już wysączyłam, kiedyś miałam oprócz perfum także żel pod prysznic i balsam. Jakiś czas temu postanowiłam zakupić ponownie balsam i widzę, że jest już gorszej jakości, niż wersja w poprzednim opakowaniu, którą miałam kilka temu. 
Wtedy balsam oprócz utrwalenia zapachu i woalu perfum na skórze bardzo dokładnie pielęgnował i natłuszczał skórę. Było to luksusowe dopełnienie, teraz balsam jest troszkę rzadszy i działanie pielęgnacyjne już nie takie, a może to skóra już bardziej wymagająca? 



Nuty zapachowe:
nuty głowy: aldehydy, kolendra, nuty owocowe, bergamotka i cytryna
nuty serca: kwiat pomarańczy, jaśmin, konwalia, róża
nuty bazy: drzewo sandałowe, bób tonka, paczula, piżmo, cywet, mąkla, wanilia i cedr


Rok powstania: 1987
Nos: Michel Almairac ( Joop! Homme, Venezia, Casmir, Gucci Pour Homme, Gucci Rush, Zen z 2007r - czyli w dużym skrócie znakomite towarzystwo)

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Shiseido Zen, edycja 2000 r.

Shiseido Zen - edycja z 2000 r. to druga, nieostatnia odsłona zapachu, który oddaje filozofię japońskiej firmy kosmetycznej.

Historia marki Shiseido zaczęła się w 1872 roku kiedy założyciel firmy, farmaceuta Yushin Fukuhara otwiera pierwszą w  hołdującej tradycjom Japonii aptekę w stylu zachodnim. W krótkim czasie Shiseido wkracza do domów elit społecznych i arystokracji zdobywając grono lojalnych klientów.
W 1888 Shiseido wprowadza na rynek pierwszą pastę do zębów. W 1897 firma odchodzi od farmaceutyków a koncentruje się na produktach kosmetycznych i włącza do oferty kultowy kosmetyk - wodę Eudermine, która jest w ofercie firmy do dnia dzisiejszego. 
Pierwsze perfumy sygnowane kamelią Shiseido pojawiają się w 1918r. jako inspiracja japońskimi kwiatami.
Głównym wizażystą Shiseido w latach 1980 - 1999 był francuski artysta Serge Lutens, który wykreował ideał piękna Shiseido - harmonijne połączenie tradycyjnej estetyki wschodu z duchem współczesnej, zachodniej awangardy.
Najbardziej znane perfumy Shiseido to Feminite du Bois z 1992r - hołd złożony japońskiej sztuce, zapach jest nadal w ofercie Serge Lutensa, niestety wersja oryginalna Shiseido to już prawdziwy biały kruk.
Kolejne perfumy to Relaxing Fragrance, Energizing Fragrance i Shiseido Zen w nowej wersji, które zapoczątkowały trend  aromakologii zakładającej terapeutyczną funkcję perfum ( źródło:www.shiseido.pl)

Pierwsza edycja Zen w czarnym flakonie z motywem kwiatowympowstała w 1964r., nowoczesna odsłona, której chcę poświęcić dzisiejszy post to edycja z 2000r, niestety zastąpiona w 2007 przez nowy Zen i zupełnie nową kompozycję.
Historię Shiseido przytoczyłam w wielkim skrócie nie bez powodu. Shiseido zaczęło swój sukces od apteki a Zen to w zamyśle produkt do aromakologii.
W linii dostępne były:
- perfumy aromatyczne 50 ml (edycja limitowana)
- perfumowana woda aromatyczna w sprayu 50 i100 ml
- esencja perfumowana 10 ml
- perfumowane kadzidełka 18 szt
.



Recenzuję aromatyczną wodę perfumowaną - eau de parfum aromatique.
Najpiękniejszy zapach jaki w ogóle było mi dane poznać.
Testowane kiedyś na szybko w perfumerii sprawiły, że się zatrzymałam i zwolniłam oddech. 
Inne czasy, inne priorytety i dopiero po kilku latach wróciłam do nich z obawą, czy to właściwy dla nich czas i odpowiednie okoliczności.
Dziś bez wahania mogę powiedzieć - jeden z moich Signature Scent.
Biało perłowy flakon Zen kryje magiczną zawartość - dla mnie to Zen złapane w krople, koi, wycisza i uspokaja.


Czuję się w nim wyjątkowo dobrze, niezależnie od sytuacji, ale na pewno są to perfumy na wyjątkowe dni np. na leniwy dzień w domowych pieleszach, na przyjście snu, kiedy sen przyjść nie chce.
Dla mnie zapach nostalgii, smutku i samotności a jednocześnie siły i wewnętrznej harmonii, której większości z nas na co dzień brakuje.

Zen tli się ciepło na skórze, idealnie spaja się z jej temperaturą.
Perfumy o zdecydowanym zmysłowym drzewnym aromacie, miękki mech, zielony bambus w mlecznym płynie, otulające ciepło piżmem. 
Bardzo trwałe, po kilku godzinach zapominam, że ich użyłam a mam wrażenie, jakbym miała na skórze jakiś luksusowy balsam.
Filozofia zen jest mi bliska, dążę do równowagi w życiu, niestety z efektem cały czas odbiegającym od zamierzeń, ale i tak umilam sobie te drogocenne chwile kompozycją Zen.
Wierzę w ich aromaterapeutyczne działanie. 
Nie wiem, czy perfumy mogą leczyć? Raczej nie, ale jeśli kiedykolwiek powstanie zapach tego typu i będzie to Shiseido, bez wahania po nie sięgnę.
Póki co, zachęcam do wypróbowania aromakologii i przetestowania Zen lub bardziej dostępnej wody energizującej i relaksującej od Shiseido.
Na marginesie dodam, że doceniam także kosmetyki kolorowe i pielęgnację tej marki. Może kiedyś coś więcej o nich napiszę.

Rok powstania: 2000
Nos: Nathalie Lorson
Nuty zapachowe:
nuta głowy - świeża i jasna:
goryczka, hiacynt, bergamotka, modyfikowana waleriana, lak wonny;
nuta serca - wyciszona i naturalna:
bambus, mech, jaśmin, róża ;
nuta duszy - głęboka i ciepła:
drzewo kyara, drzewo gruszy, paczuli, piżmo, ambra.


wtorek, 6 sierpnia 2013

Gucci Envy

Jestem w zielonej fazie, po Tendre Poison dziś kolejna zielona kompozycja - Envy Gucci.
I znowu zapach zupełnie przewrotnie nie jest typowym zielonym świeżakiem pachnącym ogórkiem czy  jabłuszkiem. I chwała mu za to.
Gucci Envy swoją premierę miał w 1997r  a kilka lat później został wycofany z produkcji.  Od tego czasu nie pojawiło się nic podobnego.
Envy kojarzyć będzie mi się chyba zawsze z koleżanką ze studiów, niezmiennie ubraną na czarno D. Nie pachniała jakimś mrocznym killerem ale właśnie Envy.
Dlaczego Envy nazwano właśnie tak? Czy może budzić zawiść? Moim zdaniem, nie wywołują takich uczuć, ale z racji, że już coraz trudniej dostępne to dla wielbicielek mogą stanowić prawdziwy przedmiot pożądania.


Envy to dla mnie przede wszystkim niebanalna  i charakterna konwalia w towarzystwie frezji, fiołków i soczystych zielonych łodyg a to wszystko w puchatym leśnym otoczeniu.
Jednocześnie czuję w nim chłodną metaliczną nutę, taką jaką czasami odnajduję w kwiatowym Pleasures.

Wracając do tematu nazwy, Envy nie budzi we mnie żadnych zmysłowych, emocjonalnych skojarzeń, jest to raczej zapach dla osób, które lubią zachowywać dystans i nie szukają ciepłych, kobiecych kompozycji.
Gdyby nie dodatek róży i frezji byłby to całkiem fajny unisex. Co ciekawe, męska wersja Envy stanowi jeszcze większy rarytas niż jej damski odpowiednik, niestety nie miałam okazji ich poznać i pewnie jest czego żałować.

Envy to klasyka, późniejszych Envy Me i Envy Me 2 nie pamiętam, ale chyba jakoś nie zachwyciły.
Ubolewam nad obecną ofertą Gucci, natomiast naprawdę szkoda takich zapachów jak Envy czy Rush.
Zdecydowanie Envy to dla mnie konwalia nr 1.
Niedobitki Envy dostępne są jeszcze stacjonarnie, w zasadzie wyłącznie w nieopłacalnych najmniejszych pojemnościach 30 ml.
Polecam szukającym zielonych nie-świeżaków.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: bergamotka, frezja, brzoskwinia, ananas
nuta serca: hiacynt, konwalia, róża, jaśmin
nuta bazowa: cedr, sandałowiec, kosaciec florencki, piżmo

Rok powstania: 1997
Nos: Maurice Roucel ( ciekawostka, twórca również tak różnych zapachów jsk DKNY Be Delicious jak i New Haarlem)












środa, 31 lipca 2013

Tendre Poison, Christian Dior

Tendre Poison to dla mnie kolejny post z serii sentymentalnej.

Gdy mam napisać notkę o pięknych niedostępnych już perfumach, autentycznie jest mi przykro, gdyż wracam pamięcią do tego, co już nie ma szansy kiedykolwiek powrócić.
Trzymam w ręku piękny, soczyście zielony flakon najmniejszej pojemności tych perfum i wiem, że będzie ich już tylko mniej, ale taki jest już los wycofanych pachnideł.
Nie rozumiem decyzji o zaniechaniu ich produkcji, o ile reformulację mogę zaakceptować jako nienaturalną kolej rzeczy (w końcu wówczas jest jakaś opcja i teoretycznie mogę nadal cieszyć się czymś, co przypomina mój ulubiony zapach),  tak całkowite wycofanie tak wyjątkowego zapachu jest dla mnie niepojęte.

Podejrzewam, że statystyki sprzedaży nie były dla Tendre Poison korzystne i tak jego los się dopełnił.




Tendre Poison nie jest w ogóle delikatne ani czułe w porównaniu do klasycznego Poison.
To podobieństwo jak między Addictem a Addict Fraiche ( oczywiście piszę o starych wersjach)
Fraiche nie jest "fraiche", Tendre nie jest "tendre".
Poison i jego "tendre" wersja - to są zupełnie inne kompozycje, równie intensywne, duszące i w starym stylu, właśnie tak jak tygrysy lubią najbardziej.
Tendre jest zieloną trucizną, kolor flakonu może być mylący, ale w środku jest niebezpieczny zapach.
Przypomina mi piękny, soczysty ale trujący kwiat, który rozkwita po zmroku.
Kwiatowo - ziołowa kompozycja, otwarcie to uderzenie tuberozy, kwiatów pomarańczy i frezji, z ciepłą i lejącą się bazą przypominającą klasyka.
Spotykam się z opiniami  że jest duszący, mdły, mydlany i staromodny.
Pewnie tak jest.
Doceniam jego trwałość - 6-8 godz.


Są dostępne dwie wersje flakonów: Pierwsza dostępna była w owalnym flakonie jak na górnym zdjęciu, późniejsza już w okrągłym, albo i odwrotnie?
Mój flakon w owalnym kształcie wg dekalkulatora pochodzi z 2008r, / równie dobrze, może być to 1998r/ ale cały czas pięknie pachnie.
Warto poznać!


Nuty zapachowe:
głowy: galbanum, mandarynka, drzewo różane, bergamota
serca: frezja, kwiat pomarańczy, róża, tuberoza
bazy: drzewo sandałowe, wanilia, heliotrop, piżmo  


Rok powstania: 1994
Nos: Eduard Flechier

sobota, 20 lipca 2013

Sportowe zapachy

Wiem, tytuł jest banalny ale temat mnie zainteresował, kiedy po kilku latach przerwy postanowiłam wrócić do zajęć sportowych. 
Kiedyś nie zwracałam na to absolutnie uwagi, idąc na siłownię pachniałam tym samym czego użyłam rano.
Pytanie czym pachnieć na siłowni czy na zajęciach fitness?
Bo, że pachnieć trzeba to wiadomo :)
Moim zdaniem podstawa to dobry antyperspirant, bez tego nie powinno się wpuszczać do takich przybytków. Piszę tak, gdyż zdarza mi się spotkać w klubie "elegantki" w markowych ciuszkach, pełnym makijażu, w chmurze intensywnych perfum, a przez tą chmurę przegryza się odór potu, co stanowi w całości ciekawe zjawisko.
I w zasadzie antyperspirant mógłby w zupełności wystarczyć, gdyby nie fakt, że ktoś lubi pachnieć, tak jak ja właśnie, nawet w sportowych okolicznościach przyrody. Najchętniej sięgałabym po to, na co akurat mam ochotę, ale przez wzgląd na współćwiczące osoby postanowiłam wyodrębnić zapachy tzw. sportowe.
Nie mam ich dużo, nie jestem sportsmenką, z zasady nie lubię lekkich zapachów, ale udało mi się wybrać trzy najbardziej trafne.





Mój nr 1 to mgiełka do ciała Biotherm Eau d'Energie. 
I tu mała zagwostka. Zapach to czy pielęgnacja? 2 w 1? Oficjalnie jest to eau de toilette a na kartoniku opis " Awakening mist" lub w najpiękniejszym znanym mi języku "Sinnlich belebender Körperpflegeduft". 
Na stronie Biotherm znalazłam info, że jest to produkt pielęgnacyjny do ciała, zawiera witaminę E, naturalne esencje owocowe i substancje nawilżające. Skóra ma być aksamitnie gładka, rozświetlona itp. Ok tego nie zauważyłam, ale co dla mnie istotne, zapach autentycznie jest energizujący, coś w stylu jak Red-Bull we flakonie. Dla mnie pachnie soczystą pomarańczą, morelą i białymi kwiatami. Z Eau d'Energie bardziej chce mi się ćwiczyć.
Zwróćcie także uwagę na pozostałe mgiełki Biothermu:
żółtą Eau Vitaminee, różową Eau d'Paradis, turkusową Eau Pure czy niebieską Eau Oceane.
Mi podobają się wszystkie bez wyjątku, choć każda inna ale tylko pomarańczowa faktycznie dodaje energii. Następną w kolejności do zakupu jest Eau d' Paradis, nadal owocowa ale już nie taka sportowa.
Wody Biothermu bywają w ciekawych promocjach w Sephorze, ostatnio kupiłam na zapas znowu Eau d'Energie za 44 pln/50 ml. I moim zdaniem tyle są warte, nie więcej.
Co ważne, pomarańczowa mgiełka jest bardzo trwała!

Nr 2 to Jil Sander Sport Fitness - All Over Energizing Fragrance Body Spray Treatment.
Jil Sander ma całą linię Sport For Women. 
Pozostałe testowałam, ale zupełnie przypadkowo wpadła w moje ręce właśnie Sport Fitness. Jest mniej sportowo, bardziej kwiatowo-owocowo. 
Nuty zapachowe: grapefruit, mandarynka, zielone jabłuszko, imbir
czarna porzeczka, róża, frezja, 
cedr, drzewo sandałowe, brzoskwinia.

z tej długiej listy czuję tylko frezję i jakiś syntetyczny miks bliżej niezidentyfikowanych owoców.
W porównaniu z Biotherm  Jil Sander jest dość nietrwała. Wyróżniam ją za frezję, bo lubię ten zapach. Sport Fitness w nazwie to tylko i wyłącznie chwyt marketingowy. Na pewno już jej nie kupię, nie jest już produkowana, a pozostałe zapachy Jil Sander np. Pure, Pure Intense, Sport, Water Sport mogą być ciekawsze, szkoda, że nie pamiętam ich. Niestety jak już wspominałam w innych postach o zapachach Jil Sander marka ta nie jest popularna w PL, najlepiej kupować je w Niemczech, są w bardzo dobrych cenach i atrakcyjnych zestawach.

Nr 3 to znane chyba wszystkim Light Blue i nie ma sensu ich opisywać.
Nie cieszą się one dobrą opinią na forach perfumowych, a ja przekornie powiem, że to całkiem udany zapach, ale na mnie skandalicznie nietrwały. LB są stosunkowo drogie, nie wiem z czego to wynika, pewnie dlatego, że to w sumie bestseller i od lat cieszą się niesłabnącą popularnością.
Lubię używać LB latem, ma takie chłodzące i odświeżające działanie.


Jeśli coś znajdę ciekawego w tej kategorii będę aktualizować ten post.
Spotkałam się z opiniami, że nie powinno się używać perfum na zajęcia sportowe. Dlaczego nie? Nie widzę w tym absolutnie nic nagannego. Niezaprzeczalnie lepsze są jakiekolwiek perfumy niż zapach nieświeżego potu. A jeśli do tego zapach dodaje energii i powera do ćwiczeń to jest to super dodatkowo motywujący czynnik - to mówię ja, stworzenie kanapowe.


wtorek, 25 czerwca 2013

Ambra Idealna - L'eau d'Ambre L'artisan

L'Artisan stworzył najpiękniejszą w moim osobistym rankingu ambrę.
Nie szukalam w sumie perfum ambrowych,  testowałam sobie ambrę w różnych odsłonach i sądziłam, że nie dla mnie te klimaty, a testowałam ich wiele, zarówno w mainstreamie jak i w niszy.
L'eau d'Ambre poznałam przez przypadek na spotkaniu z przemiłą miłośniczką perfum, którą niniejszym serdecznie pozdrawiam :-)




Moim subiektywnym zdaniem ambra do łatwych nie należy, przez jej naturalne pochodzenie, jak i syntetyczne odpowiedniki jednak dalej kojarzy się z cielesnością niekoniecznie w jej zmysłowym wydaniu. Nosząc na sobie ambrę nie chcę pamiętać skąd ona pochodzi. ( gwoli przypomnienia 
ambra czyli Ambergis Tincture – wydzielina z przewodu pokarmowego kaszalota , która jest prawdopodobnie wynikiem niestrawności lub zaparcia wieloryba.)
Ambry, które testowałam niestety tak mi się kojarzyły, czyli właśnie z wydzieliną albo z kolei trafiałam na ambry przekombinowane, przesłodzone z masą innych ozdobników.

Woda ambrowa L'Artisana wyróżnia się przestrzennością i lekkością. Ambra w roli głównej a nie tylko utrwalacza z nut bazy. Intensywna, a mogę w niej oddychać. Jest świeża, a jednocześnie ciepła i słodkawa, ale nie mdli i nie przytłacza jak to się jej innym koleżankom zdarzało.
Jest niezaprzeczalnie eleganckim ale i prostym zapachem, dla mnie całorocznym.
Czasami miałam subiektywne wrażenie nieświeżości nosząc inne ambrowe kompozycje, tym razem czuję klasę i komfort.
L'eau d'Ambre nosi się doskonale, polecam nawet przetestować tym, na których ambry nie chcą się układać.
Zapach ponadczasowy.
O jej ekstremalnej siostrze napiszę innym razem.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: geranium
nuta serca: paczula
nuta bazy: wanilia, bób tonka, szara ambra, nuty piżmowe 



Nos: Jean-Francois Laporte
Rok powstania - 1978 - wiadomo, doskonały rocznik :-))


L'eau d'Ambre jest dostępne w perfumeriach Galilu i Quality w pojemnościach 50 i 100ml.

niedziela, 16 czerwca 2013

Nina Ricci Les Belles de Ricci, Delice d' Epices

Dziś o szarlotce prawie doskonałej, bo ta doskonała to zupełnie inny kaliber.

Nina Ricci wypuściła w  latach 90-tych na rynek trzy wody toaletowe adresowane raczej do młodszych klientek o charakterystycznym kształcie i trzech różnych kolorach.
Pierwsza odsłona zapachów była w matowych flakonach, później już w przezroczystych.
Dziś o "żółtej kupie w koronie" :-O czyli Delice D' Epices lub jak kto woli Spicy Delight.




Może flakon nie wygląda zachęcająco, ale zawartość jest naprawdę urzekająca.
Dla mnie to szarlotka, a raczej słodkawe jabłko z cynamonem i goździkami na kruchym, waniliowym spodzie.
Zapach optymistyczny, uroczy i beztroski. Zaczyna się owocowo, lekko słodko-gorzko i musująco. Po chwili do owoców dołączają ciepłe, wibrujące przyprawy: cynamon, goździki, wanilia i kardamon.
Jest apetycznie, ale nie lukrowo. Jestem na tym punkcie wyczulona, a w Les Belles nic mnie nie mdli.
Poprawiacz nastroju.
Z uwagi na przyprawowy charakter można myśleć, że Spicy Delight to perfumy raczej na chłodniejsze dni, moim zdaniem równie pięknie noszą się się wiosną czy nawet latem.

Bardzo trwałe jak na edt, ok. 4 godz. intensywnie wyczuwalne.




Kiedy lat temu naście (!) Les Belles były jeszcze dostępne w perfumeriach, to właśnie zielone pomidorki skradły moje serce, a nie Spicy Delight.  Teraz mimo, że zielone Les Belles nadal za mną chodzi na zasadzie sentymentalnej podróży w czasie, to po wielu latach wróciłam do tej serii ale zdecydowałam się na Spicy Delight. Mam jeszcze troszkę w malutkiej 30-tce i oszczędzam jak mogę. Natomiast niebieskie Amour D'Amandier to już kompletnie nie moja bajka...


Nuty zapachowe:
nuty głowy: pomarańcza, grapefruit, jabłko
nuty serca: goździki, cynamon, orchidea, jaśmin, kardamon
nuty bazy: wanilia,  cedr


Rok powstania: 1999
Jak większość moich ulubionych zapachów, już nie produkowane od dłuższego czasu :-(
Dostępność: wersja matowa niemal już niedostępna, czasem bywają na aukcjach, łatwiej spotkać te w przezroczystych flakonikach, ale obawiam się, że będzie to już słabsza, stuningowana wersja.

wtorek, 28 maja 2013

Thierry Mugler, Alien Sunessence Saphir Soleil

Mój pierwszy Alien i zarazem początek recenzji Obcych w odcinkach.

Przewrotnie nie zacznę od pozycji obowiązkowej klasycznej.
Mimo, że Alien mi się podobał od początku nie zdecydowałam się na zakup.
Dopiero Sunessence Saphir Soleil trafił w sedno.
Dla tych, dla których klasyk jest za mocny proponuję łaskawszym okiem zerknąć na eau de toilette lub letnie limitowanki, a Saphir Soleil to właśnie pomarańczowa limitowanka z 2010r.





Lżejszy, musująco-owocowy początek zapowiada coś ulotnego, ale za chwilę pojawia się motyw przewodni Aliena - jaśmin, którego nie ma w składzie, a który przecież jest mocno wyczuwalny w nutach serca i bazy.
To jest nadal Alien ale o bardziej ludzkiej twarzy, nosi się łatwiej i przyjemniej niż klasyk.
Owocowy początek nastraja naprawdę optymistycznie, ja czuję mandarynki i troszkę goryczki grapefruita. 
Mając go na sobie wyobrażam sobie lato, tropikalną wyspę i uśmiechniętą dziewczynę w pomarańczowym pareo i z kwiatem monoi wpiętym we włosy.
Ten Alien nie męczy, nie powoduje bólu głowy, jest miły, noszalny. 
Dobra alternatywa na lato.
I nie są to typowe "owocokfiatki" ale energetyczny napój o pięknym pomarańczowym kolorze.
Doceniam!
Trwałość dobra jak na edt, 4-5 godzin.

Rok powstania: 2010
Nuty zapachowe:
nuta głowy: różowy grejpfrut, owoc pomelo
nuta serca: kwiat monoi
nuta bazy: biała ambra



Dostępność: coraz trudniej, wiadomo limited edition, ja mojego upolowałam na allegro.
Pojemności: edt 60 ml

wtorek, 7 maja 2013

Dune, Dior


Dior Dune to pozycja klasyczna ale nie obowiązkowa. Warto znać, trudniej nosić, jestem dobrym przykładem.

Pamiętam jak pierwszy raz je poznałam, gdzieś w okolicach końcówki lat 90-tych. Skradłam kilka niuchów z flakonu z łazienkowej półeczki  u osoby, którą odwiedzałam, oczywiście nie mogłam się oprzeć aby je powąchać, ale nie wypadało mi ich wypróbować.
W tym miejscu powiem szczerze - absolutnie nie znoszę jak ktoś grzebie w moich rzeczach. Zwróciłam uwagę kiedyś znajomej, która bez pytania użyła moich perfum, wyszła z łazienki i udawała, że nic się nie stało, a smuga zapachu ciągnęła się za nią na kilka metrów.
Oczywiście, gdyby zapytała, sama z chęcią bym jej dała je przetestować. Ale bez zgody, nieważne czy w obecności  czy pod nieobecność właściciela pozwalać sobie na użycie jego/jej kosmetyku? Dla mnie to niepojęte.
Ale wracam do Dune. Pamiętam moje wrażenia z korka - cudo, luksus i elegancja. Niebanalne. Wytrawne. Nie chciałam wtedy jeszcze ich mieć, tylko od czasu do czasu powąchać.



Gdy zatęskniłam za nimi, nosiłam krótko nową wersję ale jej ulotność mnie rozczarowała. Stwierdziłam, że to nie jest to. 
Nabyłam starą, intensywnie pomarańczową wersję i niestety znów spotkała mnie porażka. Piękny zapach, suchy, wytrawny, ziołowy ale na mojej skórze wylazł brzydal. Coś było w Dune, co mi przeszkadzało, obstawiam kmin, choć nie ma go w składzie, dla mojego nosa był wyczuwalny. I tą nutą Dune przypomina mi Kingdom, a nie chcę kolejnego zapachu w tym stylu. Próbowałam go nosić, oswoić. A że wersja przedreformulacyjna jest bardzo poszukiwana  nie mam już Dune.
Ale wzdychać do nich nadal będę, bo nie ma drugiego takiego zapachu.
Spotkałam kiedyś kobietę, elegancką, z klasą ale nie wyfiokowaną. Wiek 50+. Pięknie pachniała...myślałam czym i nie wymyśliłam. Zapytałam, okazało się, że to było Dune. Może mój czas na te perfumy jeszcze nie nadszedł?
Rok powstania: 1991
Nos: Nejla Barbir
Nuty zapachowe:
Nuta głowy: lilia, żarnowiec.
Nuta serca: lak wonny, piwonia, róża, jaśmin
Nuta bazowa: pałecznik chiński, ambra, wanilia, piżmo

niedziela, 28 kwietnia 2013

White Patchouli, Tom Ford

Mimo wielu podchodów zapachy ze stajni Toma Forda pozostają dla mnie nadal w strefie testów ze znakiem ostrzegawczym Ostrożnie! Ciekawią, przyciągają aby za chwilę odpychać. Z jednej strony konsekwentna stylistyka, z drugiej strony flakony Toma Forda mają dziwaczną dla mnie zawartość.

Dziś krótka notka o White Patchouli.


Nie jestem wielbicielką zapachów z paczulą w głównej roli, ale lubię gdy jest w towarzystwie np. róży tak jak w Elle czy Midnight Poison.

White Patchouli doceniam jako kompozycję. Warto poznać, przetestować.
Ale nie mogę jej nosić na co dzień, przede wszystkim nie są to perfumy, w których czuję się sobą. Nie jest to zapach kobiecy w moim odczuciu, myślę, że ciekawiej może się rozwinąć na męskiej skórze, może wtedy miałby łagodniejszą naturę?
Oprócz paczuli czuję gdzieś w tle wyraźną nutę kamfory, co od razu wywołuje niefajne wspomnienia z dzieciństwa
Niestety paczula od Toma Forda jest duszna, przykurzona i lekko kwaśna i ziołowa.
Dodałabym do niej odrobinę słodyczy, może byłoby ciekawiej?
Trwałość dobra.
Dla indywidualistki, która nie chce pachnieć jak cała reszta słodkościami i kwiatami.

Rok powstania:  2008

Nuty zapachowe:

Nuty głowy: bergamotka, peonia, kolendra, białe kwiaty
Nuty serca: róża, jaśmin, nasiona ambry
Nuty bazy: paczula, jasne drewno, kadzidło