Szukaj na tym blogu

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yves Saint Laurent. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Yves Saint Laurent. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 marca 2015

Yves Saint Laurent - Opium Fleur Imperiale (2006)

Przepraszam za długą przerwę, ale luty - marzec - kwiecień to zawsze dla mnie bardzo zajęte i intensywne miesiące... Postaram się to nadrobić w najbliższym czasie.



Kilka lat temu YSL stworzył serię limitowanych edycji Opium, pojawiających się rok po roku, inspirowanych zapachem Chin.
O wersji Poesie de Chine z 2007 roku pisałam tutaj.
Dziś muszę się pochwalić, udało mi się kupić unikatową wersję Opium Fleur Imperiale.



Jako, że Poesie de Chine cieszy już nową właścicielkę, będę mogła je porównać ze starszą siostrą jedynie  z pamięci :-)
Oba zapachy są podobne, czyli umówmy się, w dużym uproszczeniu są to lżejsze wersje klasyka Opium. Zaznaczmy, że chodzi tu o dobrego klasyka sprzed reformulacji.
Mocnego i intensywnego.
Pełnego orientu.

Flakonik utrzymany w kształcie YSL Opium z orientalnym motywem kwitnących gałązek. Efektowny ale lżejszy i jaśniejszy, więc zapowiada także czego należy się spodziewać.


Fleur Imperiale to dalej Opium w swojej pełnej krasie.
Otwarcie jak w klasyku, czyli przyprawy i przyduszony orient, waniliowo - mirrowy miks.
Ale zapach emanuje większym spokojem i delikatnością. Nie jest to szelest chińskiego jedwabiu, raczej dotyk chińskiej porcelany. Jest kwiatowo-przyprawowy. Łagodniejszy i milszy w odbiorze, nawet porównując znowu z Poesie de Chine.
Słodszy i bardziej kwiatowy.
Nie jest to zapach o takiej temperaturze i mocy przypraw, która może rozgrzać. Fleur Imperiale jest raczej jak trzymana w ręku letnia herbatka. Paczula nie jest wyraźna, mirra nie kręci w nosie a charakter Opium jest złagodzony przez białe kwiaty.
Perfumy ewoluują i wyciszają się stopniowo. Mają bardzo przyzwoitą trwałość i przyznam, że nie przeszkadza mi ich późniejsza bliskoskórność i delikatność. 
Jestem bardzo na tak.

Dla porównania nuty zapachowe Fleur Imperiale i Poesie de Chine wg Fragrantica.com

Fleur Imperiale:

Top Notes
Mandarin Orange Neroli Bergamot
Middle Notes
Carnation Jasmine Apricot Blossom
Base Notes
Amber Patchouli Vanilla Osmanthus Woodsy Notes Myrrh

Poesie de Chine:


Top Notes
Tangerine Ginger Mandarin Orange Citruses
Middle Notes
Jasmine Magnolia
Base Notes



Patchouli Musk Vanilla Myrhh


Rok powstania: 2006
Nuty zapachowe:
nuty głowy:
nuty serca:
nuty bazy

Dostępne jako Eau d' Orient 100 ml.  
Trwałość bardzo dobra do 6 godzin.
Edycja limitowana z 2006 r.




 



niedziela, 21 września 2014

YSL Y ( 1964) vs. La Collection Y (2011)

Dziś post porównawczy klasyka Yves Saint Laurent.
Mam prawdziwą perełkę - Y w wersji splash bez atomizera. Kod wypiaskowany S1043. Nie mam pojęcia, z którego jest roku. Obstawiam lata 90-te.
Wygląd obu flakonów jest zupełnie inny.
Y jest ciosany, toporny i ma autentycznie tandentny  biały korek ze złotymi krawędziami. Wizualnie nie zachęca. Brak atomizera przy takiej mocy zapachu dodatkowo może niepokoić, czyż nie problemem byłoby będąc nieostrożnym wylać zawartość takiego mocarza a nie delikatnych kompocikowych perfum?
Obchodzę się z nim z należytą ostrożnością.
Nowe Y w wersji La Collection wygląda dużo łagodniej. Cała seria jest utrzymana w kolorystyce kremowej, kształty są nadal kanciaste a  perfumy są widoczne tylko przy spodzie flakonu.





Tyle o pierwszym wrażeniu.
A zawartość?
Perfumy dzieli przynajmniej z 20 lat.
I pewnie, choć to przewrotne, mimo wielu reformulacji, które po drodze się przydarzyły, nie dzieli je z pozoru  nic.
Splash Y po odkręceniu korka autentycznie szczypie w oczy. Możecie to sobie wyobrazić? :La Collection nie szczypie bo nie ma jak przez cienką jak igiełka dziurkę w atomizerze.
Aplikacja o godz. 20.00.
Y powala i wibruje, La Collection leży gładko. Po kilkunastu minutach wersja vintage  łagodnieje i ociepla się a nowa wersja niestety zaczyna emanować chemiczną nutą.
Trzy godziny później Y Vintage pozostaje bliskoskórny, nowy Y ciągnie się gładką i syntetyczną smugą.
Które lepsze?
Zdecydowanie oba są straszne!
Ale gdybym miała wybrać, to wolałabym układać się ze starą wersją. Lepsza jakość i klasa. Bardziej do noszenia.
Poza tym autentycznie klasyk z 1964 r. powala składem, nie jestem w stanie wyłuskać pojedynczych nut, ale na dla mnie to irys do entej potęgi. A z irysem nie było mi do tej pory po drodze.

Podsumowując - Y nie jest dla mnie. Ale je doceniam - są bardzo charakterystyczne i są " jakieś". Inaczej bym o nich nie napisała. Chętnie poznam osobę, która lubi i umie je nosić na co dzień.

Na deser reklamy Y z dawnych lat.










Y - rok powstania 1964
Nos: Jean Amic - twórca klasyka Opium
nuty zapachowe:
nuty głowy - aldehydy, wiciokrzew, gardenia, nuty zielone, brzoskwinia, śliwka, galbanum
nuty serca - tuberoza, korzeń irysa, jaśmin, hiacynt, ylang-ylang, róża bułgarska
nuty bazy - drzewo sandałowe, ambra, paczula, benzoin, cywet, mech dębowy, wetywer i styrax.

La Collection Y by YSL - rok powstania 2011
nuty zapachowe:
nuty głowy - bergamotka, przyprawy
nuty serca - różowy pieprz, białe kwiaty i irys
nuty bazy - paczula, mech dębowy

Ubogo w porównaniu z klasykiem, prawda?
Kolejny raz sprawdza się stara reguła i będę ją powtarzać do znudzenia, jeśli szukasz ciekawszego zapachu, rozglądnij się za starą wersją. Niemal zawsze - im starsze, tym lepsze.


sobota, 14 grudnia 2013

YSL Opium Poesie de Chine

Znacie Opium? No ba, kto nie zna.
Znam coś piękniejszego i bardziej noszalnego niż klasyczne Opium -  limitowana wersja Poesie de Chine.
Powstała jeszcze w czasie, kiedy Opium było oferowane w starej szacie i naprawdę było odurzające.
Z odświeżonym w 2009r.  designem flakonu klasycznego Opium wiąże się także reformulacja zapachu.



Letnie limitowane wersje Opium pojawiały się już od końcówki lat 90-tych.
Limitowane wersje Opium inspirowane Chinami:
Opium Fleur du Shanghai by Yves Saint Laurent  - 2005
Opium Fleur Imperiale by Yves Saint Laurent - 2006 
Opium Légendes de Chine eau de Parfum Yves Saint Laurent 2007

Nie mam porównania do wcześniejszych wersji limitowanek,  mam nadzieję, że to nadrobię, ale niedawno wpadła w moje ręce wersja z 2008r. i poległam :)
Flakon nie jest taki ładny jak wcześniejsze wersje, cieniowany od matowego, nieco plastikowego czerwonoceglastego do transparentnego żółtego, ozdobiony chińskimi literami.
Jednak to, co jest w środku wynagradza niedostatki wizualne.
Autentycznie przeniosłam się dekady wstecz. Opium musiało być prawdziwym hitem kiedy ukazało się w latach 70-tych, a Poesie de Chine jest lżejszą wersją, delikatniejszą, słodszą, ale nadal z orientalnym pazurem, pełnym charakteru i mocy.
Początek jest owocowy, wyraźnie czuć cytrusy na przyprawowej bazie a baza oczywiście zostaje w zasadzie niezmieniona z klasycznego Opium.
Idealna opcja dla osób, dla których Opium jest za ciężkie, zbyt męczące i szorstkie.
Poesie de Chine można nosić cały dzień, bez względu na porę roku.
Lubię orientalne klimaty, jest mi w tym zapachu od razu cieplej.
Polecam, szczególnie na  zimowe, mroźne wieczory.



Rok powstania: 2008
Nuty zapachowe:
nuty głowy: tangerine, imbir, mandarynka, cytrusy
nuty serca: jaśmin, magnolia
nuty bazy: paczula, piżmo, wanilia, mirra