Szukaj na tym blogu

wtorek, 2 stycznia 2018

Subiektywne podsumowanie roku 2017

Koniec /początek  roku to czas podsumowań.
W ubiegłym roku pojawiło się kilka interesujących i nietuzinkowych zapachów w mojej kolekcji.
Udało mi się zrealizować dwa ważne marzenia perfumeryjne. Jedno wycofane i niedostępne, drugie bardziej dostępne aczkolwiek w cenie kosmicznej jak na mój gust.
Co w tym roku wpadło i co ze mną zostanie?






Oczywiście jak zawsze króluje u mnie mainstream  ❤

Jedynym wyjątkiem jest niszowa kompozycja Oud for Love z ekskluzywnej linii The Different Company. I to są wyjątkowe perfumy, niestety z ich wyjątkowością wiąże się również odpowiednia cena. Napiszę o nich coś więcej wkrótce.



Narciso Rodriguez - Narciso for Her, pisałam już o nich wcześniej, zatęskniłam za czymś podobnym do Royal Muska, których odlewkę niedawno skończyłam. Chciałam coś prostego, piżmowego i zmysłowego. Po wielu testach z ostatnich lat spontanicznie zdecydowałam się właśnie na nie.

MaxMara Kashmina Touch - tego zapachu brakowało mi w kolekcji MaxMary, to już mój drugi flakonik w roku 2017. Perfumy piękne ale doszłam do wniosku ( ponownie). że jednak mimo wszystko nie dla mnie. Zbyt delikatne, zbyt ulotne ale drzewno-cytrusowe klimaty może muszą tak właśnie brzmieć?

Lancome Tresor La Nuit - do tych perfum podchodziłam trochę jak pies do jeża. Ale to był strzał w 10! Najmniejsza pojemność 30ml w sam raz mnie zadowala. Ładny słodziak, bardzo się podoba otoczeniu.


Kenzo Amour Florale - od lat zbieram wszystkie wersje Kenzo Amour - bardzo ładnie się prezentują jako rodzina flakonów na półce. Oczywiście nie tylko dlatego, przede wszystkim z uwagi na to, że bardzo lubię klasyka. Tej wersji mi brakowało i stwierdzam jednoznacznie - najnudniejszy, najbezpieczniejszy a jednocześnie najbardziej elegancki Amour. Białe kwiaty przełamane kwaskowatymi nutami i piżmo.

Estee Lauder Sensuous Noir - bardzo ciekawe, ciepłe, korzenno-paczulowe perfumy. Godne osobnego wpisu. Bardzo mi przypominają fioletowe DKNY Delicious Night. Fioletowy kolor idealnie oddaje ich charakter.

To tak na szybko, co u mnie nowego się pojawiło.
Oczywiście na przestrzeni roku nabyłam więcej zapachów, część znalazła nowych właścicieli, były także powroty, kupiłam również coś na zapas z ukochanych perfum. Ale te opisane wyżej flakony pojawiły się u mnie właśnie w 2017 i za wyjątkiem Kashminy zostaną ze mną na dłużej.

Jesli chodzi o podsumowanie nowości perfumowych 2017 postaram się jeszcze w styczniu napisać moje wrażenia. Było kilka szumnych premier, czy godnych zakupu? Mnie nic nie skusiło ale to już inna kwestia :)

piątek, 22 grudnia 2017

Perfumy na prezent

Temat na czasie - czy perfumy w prezencie to dobry pomysł?

Za każdym razem kiedy widzę w perfumerii zdezorientowanych panów, poszukujących perfum na prezent dla ukochanej, zastanawiam się, gdzie ostatecznie wyląduje ten prezent :-) 
Doradzony na szybko, w większości przypadków będzie to sugestywna rekomendacja konsultantki, która częściej poleci to, co ma aktualnie sprzedać, a nie to, czego delikwent poszukuje. 
Czy obdarowana osoba będzie zadowolona?  
Czy to w ogóle dobry pomysł kupić komuś w ciemno zapach?

Jak najbardziej - pachnący upominek to świetna sprawa, w końcu każdy prezent to miły, bezinteresowny gest. 
Ale perfumy to delikatna materia. 



Jeśli znamy dobrze gust obdarowywanej osoby - jest to idealne rozwiązanie. Jeśli ktoś nam zasugerował, że ukochane perfumy własnie się skończyły - tym prościej.

Ale gdy chcemy kupić perfumy zupełnie w ciemno, wyobraźmy sobie, że ktoś nas uszczęśliwia na prezent na przykład swetrem, płaszczykiem czy innym wdziankiem. I nagle okazuje się, że trafił jak kulą w płot. Wdzianko ciasne, tu drapie, tam odstaje, jednym słowem nie pasuje. 
Kto mógłby z szacunku do osoby obdarowującej nosić z przyjemnością coś, co jego samego uwiera? 
Ja bym takie wdzianko czym prędzej spakowała i oddała lub podała dalej :P
Byłoby pewnie przykro. A przecież prezenty z założenia mają sprawiać radość.
Podobnie rzecz się będzie miała w przypadku perfum, które nosimy nie tyle blisko ciała a na własnej skórze. 
Dlatego jak już kupować perfumy w prezencie to zrobić to z głową.
Poniżej kilka moich podpowiedzi - większość przetestowałam na sobie lub innych :)

Kup cokolwiek będzie super - tak, są takie osoby, co ucieszą się z perfum nie ważne skąd, z Rosmanna, Avonu czy jakiegokolwiek innego markowego czy też nie pachnidła. Wszystko im się podoba, grunt, że pachnie.

Inną opcją jest zakup tego, czym dana osoba pachnie od lat, to co nosi chętnie będzie bezpiecznym wyborem. Idealnie sprawdzi się zestaw upominkowy, w eleganckim pudełku w cenie wody perfumowanej często znajdziemy również miniaturę żelu i balsamu do ciała z tej samej linii.



Odważniej można zakupić flanker klasycznego zapachu, czyli jeśli bliska osoba nosi La Vie Est Belle można podarować jej nowszą wersję klasyka. Duża szansa, że prezent się spodoba.

Możemy też zadać sobie więcej trudu - i tę opcję polecam szczególnie, zaopatrzyć się w próbki i wręczyć wcześniej do przetestowania. Kupujemy to, co się najbardziej spodobało. Ryzyko nietrafienia w gust niemal znikome.

Można też iść na żywioł i wręczyć taki zapach, który to nam właśnie się spodobał. Ale wtedy bądźmy zapobiegliwi,  na wszelki wypadek zachowajmy paragon, gdyby przyszło komuś do głowy wymienić prezent.
A jeśli nie, zobaczycie po świętach jest wysyp ogłoszeń i aukcji:
Sprzedam perfumy - nietrafiony prezent. Okazja!






sobota, 16 grudnia 2017

Narciso Rodriguez For Her, Eau de Toilette (2003)

Są takie hity, które według przyjętych norm hitami być nie powinny.
Są przeciętne ale wpadają w ucho od razu i każdemu bez względu na preferencje.
Jest taki zapach, który nie jest wyjątkowo odkrywczy.
Nie jest trwały ani niesamowicie intensywny.
Ale ma to coś w sobie.
Narciso Rodriguez for her.
Najbardziej znany zapach marki.
Piękny piżmowy, zmysłowy zapach.
Jeśli chodzi o temperaturę i dominującą nutę porównywalny z Royal Muska, o którym już kiedyś tutaj pisałam.

Niestety również  jak i Royal Muska Narciso trzyma się blisko skóry ale dla najbliższego otoczenia, w intymnych okolicznościach przyrody pozostaje bardzo wyczuwalny




Piżmo w Narciso jest szlachetne, wzbogacone kwiatami i paczulą. Nie ma w nim absolutnie żadnej fizjologicznej nuty, powiedziałabym raczej, że to zapach kobiety, która właśnie wyszła spod prysznica :-) 
Można powiedzieć, że to żadna sztuka stworzyć taki zapach. Ale jednak to wyzwanie, podobnie  jak make-up w stylu no make-up. To nie są perfumy, które są jak transparent pod tytułem: Dziś pachnę...
Czyli jednak małe dzieło.
Nic dziwnego, skoro palce w nich maczał jeden z najwybitniejszych obecnie perfumiarzy czyli Francis Kurkdjian.

Polecam przetestować obie wersje wodę toaletową i perfumowaną. 
Tu opisuję wodę toaletową, która cieszy się większym uznaniem niż woda perfumowana, a zazwyczaj jest zupełnie odwrotnie.

Rok powstania: 2003
Nos: kolaboracja Francis Kurkdjian &  Christine Nagel

Dostępny w pojemnościach: 30, 50, 100 i 150ml.

Nuty zapachowe:
nuty głowy: osmantus, kwiat afrykańskiej pomarańczy, bergamotka
nuty serca: piżmo i bursztyn
nuty bazy: wetyweria, wanilia i paczula

poniedziałek, 4 września 2017

Jil Sander The Essentials Bath and Beauty (2012)


Dziś o powrotach perfum. Powroty kojarzą nam się niezbyt pozytywnie, to jak ulepszanie czegoś co już było dobre czy doskonałe. To zmiany szaty graficznej w tle z reformulacją. Niby to samo a jednak coś innego.  Niekoniecznie lepszego. Znamy to, prawda?
Bywają jednak powroty udane.
Takim przykładem jest odświeżona wersja Bath and Beauty z serii Jil Sander The Essentials, która postanowiła w 2012 przypomnieć i wznowić najbardziej kultowe zapachy tego domu mody.

I tak - jest to jedna z moich ulubionych marek i wciąż tak mało doceniana w Polsce.
Sam pomysł przypomnienia tych najlepszych kompozycji w klasycznych jednolitych flakonach uważam za bardzo trafiony.
Marka wybrała najbardziej klasyczne i ponadczasowe zapachy.




Na pierwszy rzut dziś Bath and Beauty, której pierwowzór miał premierę w 1981 r. a ponad trzydzieści lat później wrócił na rynek.
Nie mam już niestety starszej wersji więc nie porównam ich ale testując nowsze Bath and Beauty czuję, że jest to klasyk na miarę Chanel No. 5.
I również, ośmielę się postawić tezę, że są to dosyć podobne zapachy.
Ten sam klimat, podobna projekcja i moc rażenia.
Jeśli kogoś nie stać na zakup "piątki" polecam Jil Sander.
Nie znajduję tu na szczęście w  tej proszkowo- mydlanej nuty za to jest ostry miodowy szypr z paczulą i aromatycznym galbanum.
Momentami przypomina mi również stare, dobre Opium i tak, to jest ten kaliber.

Jest to niesamowicie trwały i intensywny zapach. Prosty i ponadczasowy.
Myślę, że gdybym musiała ograniczyć się do tylko jednych perfum mogłabym je nosić.
Jest w nich coś takiego uniwersalnego, że absolutnie nie mogą się nie podobać, mimo że nie jest to prosty i łatwy w odbiorze zapach... dla większości może wydawać się babciny i staromodny.

Kobieta, która pachnie Bath and Beauty to pewna siebie osoba, kobieca ale świadoma swojej wartości. Nie potrzebuje ulepkowatych zapachów aby podkreślić swoją kobiecość.
A nazwa Bath and Beauty taka prosta i jednocześnie adekwatna do zapachu.
Polecam!

Rok powstania: 1981 r., nowsza wersja 2012 r.
Nos: Jacques Artarit ( ten sam, który stworzył pierwowzór)

Nuty zapachowe:
nuty głowy: galbanum, bergamotka, czerwona porzeczka
nuty serca: jaśmin, płatki róży
nuty bazy: paczula, wanilia, miód
Dostępne jako woda toaletowa 50ml.
Trwałość: doskonała 6-8 godzin!

poniedziałek, 31 lipca 2017

Pachnące podróże - Jak pachnie Izrael?

Wróciłam z Izraela i na "gorąco" dosłownie (!) i w przenośni postanowiłam podzielić się moimi wrażeniami z tego dziwnego, pełnego sprzeczności i jednocześnie  magicznego kraju.

Czym pachnie Izrael?








Zaskoczył mnie kilkoma doznaniami.
Zauroczył przede wszystkim swoją niesamowitą temperaturą, która na pewno ma wpływ również na nasze olfaktoryczne odczucia. Na Morzem Śródziemnym temperatura oscylowała w granicach 32-33 C, natomiast nad Morzem Martwym wynosiła 40 C. 
Izrael pachnie solą.
Papierosami i fajką wodną.
Falafelem i hummusem.
Świeżo wyciśniętym sokiem. 

Inaczej pachnie Tel-Aviv, inaczej Jerozolima i Święte Miasto a jeszcze inaczej nasz nos odbiera zapachy nad Morzem Martwym.

Tel Aviv jako rozrywkowe miasto, pachnie jedzeniem, gwarem, papierosami.Niestety jest bardzo brudne, nawet uliczki blisko promenady i głównych bulwarów czasem naprawdę obrzydliwie śmierdzą. 

Jerozolima, a w szczególności Stare Miasto pachną kadzidłem i mirrą. Cudowny jest chłód podziemnych tuneli pod Ścianą Płaczu, zimny, piwniczny ziąb paczuli i kamienia.


Na kramach Starego Miasta można kupić wyjątkowo pachnące kadzidło jerozolimskie, frankońskie a także gotowe mieszanki kadzideł.  Pachnie też chałwą i świeżo wyciskanymi sokami. 

Nad Morzem Martwym, które znajduje się w wyjątkowym miejscy na ziemi, pachnie jeszcze inaczej. Krajobraz dookoła jest wyjątkowo suchy i surowy. Można mieć wrażnie, że znajdujemy się na afrykańskich pustkowiach. Jest to najniżej położone miejsce na ziemi, gdzie rzekomo powietrze jest bogatsze w tlen. Absolutnie nie czułam tego. Błoto z Morza Martwego to dziwna mieszanka gęstego mułu, który pachnie inaczej niż polskie błoto. Jest gęste i ciągnące się jak asfalt. Prawdziwa bomba mineralna, ale co dziwne, nie ma nieprzyjemnego, brudnego zapachu. 



I na koniec ciekawostka.
Nie wiem z czym jest to związane, czy z klimatem, czy z trybem życia, czy z dietą  Izraelczyków obfitującą w roślinne produkty, ale autentycznie nigdzie nie czułam nieprzyjemnego zapachu potu. Nawet od osób, które biegając po promenadzie dosłownie spływały potem.
Ja sama postanowiłam przeprowadzić eksperyment i odstawić antyperspirant. Nie było potrzeby go używania. Inna sprawa, że pobyt w Izrealu sprawił również, że i ja praktycznie odstawiłam produkty odzwierzęce, przynajmniej na jakiś czas. Co oczywiście każdemu polecam.






sobota, 15 lipca 2017

Dlaczego Midnight Poison został wycofany?

To chyba jeden z największych koszmarów perfumoholika - wizja wycofania naszych ukochanych perfum. Zaczyna się niewinnie:

ten krótki moment, kiedy nagle są w obniżonej cenie...

potem jednak trudno je namierzyć już stacjonarnie 

w internecie mniej ofert,  stopniowo widzisz już wyższe ceny ale myślisz, to chwilowe, zaraz będą znowu dostępne.

A potem znikają w ogóle. 

I nagle przychodzi ten etap.
Nigdzie już ich nie można dostać w perfumeriach stacjonarnych, w perfumeriach internetowych mają status: chwilowo niedostępny. 
Zapisujesz się na powiadomienie o dostępności.
I nic się nie dzieje...
Taka sytuacja prawie zdarzyła mi się z Midnight Poison.
Jednym z najbardziej moich perfum.
Recenzję napisałam już kilka lat temu tu
Szczęśliwie dla mnie zdążyłam zrobić zapas. 


To taki piękny zapach - dlaczego zatem został wycofany?

Dlaczego w ogóle perfumy znikają z rynku?

Przeważnie wtedy, kiedy się nie sprzedają.
Sukces sprzedażowy jest zawsze podstawowym kryterium, w końcu nie zabija się kury znoszącej złote jajka.
Czy Midnight Poison był bestsellerem? Nie sądzę. 
Być może miał grono zagorzałych wielbicielek, jednak nie był to hit sprzedażowy na miarę Hypnotic Poison czy Jadore. 

Kiedy perfumy znikają? Kiedy przygotowywane jest coś, co ma je godnie zastąpić.
Nowa, ulepszona wersja, a czasem zupełnie coś innego.
Po Midnight Poison nie pojawiło się jednak nic nowego. co mogło być ich kontynuacją.
Po dlugiej przerwie pojawił się Poison Girl.

Kiedy Midnight Poison znikły z rynku?
Bardzo szybko.
Po premierze w 2007 r. pierwsze doniesienia o wycofaniu pojawiły się już w 2009 r. Dotyczyły one jednak rynku amerykańskiego.
Najnowsze MP, które miałam pochodziły z 2013 r. kupione były w perfumerii Marionaud, więc prawdopodobnie był to ostatni rocznik produkcji tych perfum w Europie.

Co ja o tym myślę?
MP był chyba zbyt niszowy w stosunku do pozostałego asortymentu marki.
Sam zapach nie był również wyjątkowo kobiecy, za mało było w nim popularnej słodyczy.

Moje pierwsze zetknięcie z Midnight Poison miało miejsce z jego odpowiednikiem jakoś niedługo po jego premierze, gdzieś w roku 2008. Znajoma zachwycała się zapachem ale kupiła jego podróbkę. Moje pierwsze wrażenie - bardzo męski zapach, co to ma być?! Oczywiście szybko musiałam poznać oryginał i przepadłam.
Ale być może ich niepokorna natura i właśnie unisexowy charakter przyczynił się do jego schyłku a Midnight Poison nie pasował swoim mrocznym charakterem do innych perfum tej marki?

Co zamiast Midnight Poison?
Jedyny zapach, który moim zdaniem może być podobny -   YSL Elle w wersji Intense, łagodniejszy odpowiednik MP. 
Może kiedyś pojawi się coś podobnego, jeśli tylko trafię na to, z pewnością napiszę.






sobota, 1 lipca 2017

Jak nie kupić podróbki vol. 1

Witajcie,
dostaję często zapytania, jak ustrzec się przed podróbką perfum.
Nie ma 100% gwarancji, chociaż ja jestem dobrym przykładem, że mimo w zasadzie dobrych 10 lat rozhulanych zakupów perfumeryjnych w necie, nie tylko w perfumeriach internetowych, ale również na portalach aukcyjnych u osób prywatnych, nadal nie trafiłam na podróbkę.

Gwoli ścisłości - jest ich pełno i wszędzie. Na Allegro, niestety dalej są obecne, na Facebooku, na portalach zakupów grupowych, na OLX.

Poniżej kilka rad, jak nie dać się oszukać.




Powinnam w tym edukacyjnym celu zaopatrzyć się w egzemplarze demonstracyjne. Pozwólcie, że tego nie zrobię tym razem. Ale przy okazji pozwolę sobie pożyczyć od kogoś, kto takich używa.

Gdzie w internecie kupić bezpiecznie oryginalne perfumy?


* W sklepach internetowych: 

Tu jest najbezpieczniej. Douglas, Sephora i w wiarygodnych perfumeriach internetowych jak e-glamour, iperfumy, pachnidełko. Takich sklepów jest już bardzo dużo. Możemy sprawdzić opinie o nich na portalach, gdzie można ocenić sklep internetowy np. ceneo, opineo.



* Na Allegro u firmy sprzedającej perfumy:

Owszem, jak najbardziej. U sprawdzonych sprzedawców na Allegro. Mam ich przynajmniej kilkunastu... można znaleźć ich listę również na forum perfumowym na wizażu.
Ale uwaga! na Allegro niestety jest bardzo wielu sprzedających - nawet z kontem firmowym, z licznymi komentarzami i pozytywnymi ocenami, którzy mimo tego z powodzeniem oferują podrabiane perfumy.
Co powinno wzbudzić naszą czujność?
Jeśli taki sprzedawca ma w ofercie minimum kilkanaście perfum, przeważnie testerów w największych pojemnościach w podobnej cenie to na bank mamy do czynienia z oszustwem.
Nie ma możliwości aby uczciwy sprzedawca miał po kilkadziesiąt testerów Chanel czy Dior w tej samej lub zbliżonej cenie. Zastanawia mnie, jakim cudem kupujący wystawiają pozytywne komentarze za podróbkę Coco Chanel za 200 zł... Ale niestety wystawiają, zatem pochlebne komentarze to nie wszystko. Kupujący wystawiają, gdyż nie wiedzą, że mają w rękach podróbkę, a jeśli wiedzą, nie chcą robić problemu i odpuszczają walkę z nieuczciwym sprzedawcą.


* Kupujemy perfumy od Pani Grażynki - czyli zakup u osoby prywatnej.

Tutaj należy zachować podwójną czujność ale nadal możemy trafić na dobrą ofertę oryginalnego produktu. Przede wszystkim prosimy o dokładne zdjęcia, możemy dopytać skąd są perfumy i liczyć na szczerą odpowiedź. Kluczowe jest zdjęcie spodu flakonu, dzięki któremu możemy porównać napisy, kod produkcji. Patrzymy na czcionkę, szkło i rurkę. Ordynarnie wykonany flakon z krzywą, powyginaną rurką powinien od razu wzbudzić nasze wątpliwości. Jeśli już chcemy kupić używane perfumy, spróbujmy poszukać mniejszej pojemności, większa wtedy szansa na oryginalny flakon.
Często oferowane są tzw. nietrafione prezenty - zawsze bawi mnie to hasło. Oczywiście, zdarzają się i takie sytuacje. Ale czasem, kiedy sprawdzimy pozostałe oferty danej osoby okazuje się, że ten ktoś ma w ofercie dużo nietrafionych prezentów, niektóre w folii jeszcze...


Jednakże zdarzało mi się kupić perfumy, nie będąc 100% pewnej, czy otrzymam oryginał. Na szczęście tzw. kobieca intuicja jeszcze mnie nie zawiodła. A jak to bywało u Was?