Szukaj na tym blogu

niedziela, 15 lutego 2015

Rochas Byzance (1987)

Znacie takie uczucie, kiedy już podczas pakowania pachnącej przesyłki do nowej właścicielki, wiecie już, że to była zbyt pochopna decyzja? Tak,  ja znam to dobrze :-) Nie mam w charakterze płakać nad rozlanym mlekiem, zdarzało mi się kupować, puszczać w świat i znowu kupować te same flakony, ale..
Ale do tej pory nigdy żadnych perfum tak nie żałowałam jak perełki Rochas, którą pożegnałam cztery lata temu.
Byzance można jeszcze upolować, ale moja wersja eau de parfum była już wtedy trudniejsza do zdobycia.
Jak już przy okazji innej notki wspominałam  - szczególnie lubię perfumy w granatowych i fioletowych flakonikach, więc i w przypadku Byzance moja kolorystyczno - olfaktoryczna droga skojarzeń mnie nie zawiodła.
Wersja eau de parfum ma na froncie flakonika złote wypełnienie, przypominające starożytną monetę, podczas gdy eau de toilette ma granatowy flakonik bez wypełnienia, tylko ze złotymi napisami.  Edp dodatkowo ma różową wstążkę na szyi przypieczętowaną złotym znakiem. Wygląda bogato i pachnie też bardziej luksusowo niż edt.




Znam obie wersje i tradycyjnie i w tym przypadku muszę stwierdzić przewagę wersji edp nad edt. Pozostała mi niewielka próbeczka, płyn już jest jasnobrązowy ale pachnie bez zarzutu - przynajmiej taką mam nadzieję.
Otwarcie Byzance uderza w nos wonią starodawnej apteki, to aldehydy tak wwiercają się w nozdrza. Owszem, początek powala mocą ale najpiękniejszy jest Byzance po ok godzinie. Wyłania się jego prawdziwe orientalne, bogate, aromatyczne  i tajemnicze oblicze. Lekko męskie, bez słodyczy  i duszących kwiatów. Byzance jest suche i dramatyczne, to smutny i nostalgiczny zapach.
Dla mnie jak tęsknota za daleką, egzotyczną podróżą, po której zostały nam tylko wspomnienia. Ja bym chciała pachnieć Byzance w Damaszku, jeśli kiedykolwiek uda mi się ponownie tam wybrać. Nie mogę oglądać wiadomości, gdzie pokazują, co stało się z tym miastem, z tym narodem. W Damaszku  tak pięknie pachniało :-)

Przyrównałabym Byzance nutami i intensywnością rażenia do starszych Obsession, którym jednak brak tej orientalnej finenzji a w mają w nadmiarze mocy, a w późniejszych nutach  klimatycznie zdecydowanie bardziej do Samsary Guerlain.
Eau de Parfum na mojej skórze snuje się dymnym i ciepłym woalem i tak  trwa godzinami. Jeśli tylko jest możliwość zachęcam do przetestowania właśnie tej wersji, gdyż edt była w moim odczuciu biedniejszą i skromniejszą siostrą.
Nie powiedziałabym, że to ciężki zapach - jest idealny jak na orientalny sznyt.
Byzance ma być spotkaniem Wschodu z Zachodem. Tym razem bliżej nam do Wschodu, Bliskiego Wschodu. I tak ma być!





Na deser reklamy Byzance z końcówki lat 80-tych.
Doceniam ich ówczesną stylistykę i klasycznie piękne modelki.









Rok powstania: 1987
Nosy: Nicolas Mamounas i Alberto Morillas.

Nuty zapachowe wg Fragrantica - ależ imponujące bogactwo!

Nuty głowy: aldehydy, przyprawy, goździk, nuty zielone, mandarynka, bazylia, cytryna i kardamon;
nuty serca: tuberoza, korzeń irysa, jaśmin, róża turecka, ylang-ylang, konwalia i anyż;
nuty bazy:  drzewo sandałowe, żywica bursztynowa, piżmo, wanilia, heliotrop i cedr.

Trwałość - wiele godzin, przy dobrych wiatrach cały dzień!

sobota, 7 lutego 2015

Pachnące kosmetyki vol. 3 - Batiste Wild, Collistar Oleo Latte i Macademia Healing Oil

Dziś przedstawiam kolejne pachnące kosmetyki pielęgnacyjne
a w nich odnalezione przypadkiem lub też nie przypadkiem nuty perfum.


Lubicie Angela?

Podobno każda wielbicielka perfum zalicza się albo do fanek Aliena albo Angela. Tak mi powiedział kiedyś konsultant Thierry Muglera. Nie wziął pod uwagę trzeciej opcji, czyli politycznego rozkroku, w którym aktualnie ja się znajduję.
Mam jeszcze Aliena, z klasykiem się pożegnałam ale nadal bardzo lubię limitowaną wersję letnią.
Ostatnio coraz częściej myślę o Angelu, ale raczej nie będzie to bliższa znajomość z klasyczną eau de parfum. Może też zainteresuje mnie  jakaś lżejsza wersja albo wersja likierowa/skórzana?

Nie mniej, tak jak klasyk Angela jest dla mnie średni do noszenia, to znalazłam dwa kosmetyki, w których jest przewodnia nuta Angela znakomicie oddana.

Pierwszy kosmetyk to kultowy suchy szampon Batiste w wersji Wild w opakowaniu z motywem cetek. Czemu Wild? Któż to wie? Ale Wild pachnie nie tyle dziko co aniołkowato.




Kupiłam w ciemno, cętki mnie zaciekawiły a testy autentycznie zdziwiły, gdyż nie spodziewałam się, ze suchy szampon może pachnieć jak Angel Thierry Muglera.
Jak na suchą konsystencję zapach utrzymuje się dość długo ale włosy są bardziej matowe niż zwykle po użyciu tego typu produktu a ja pokornie wracam do innego, skromniejszego suchego szamponu o niepozornym zapachu świeżej bawełny.  
Zauważyłam też, że bardziej mi wypadały włosy po nim, czytałam opinie, że nie tylko mi, więc chyba coś w tym jest?
Generalnie suchy szampon to praktyczny wynalazek, głównie zimą, kiedy nie zawsze można sobie pozwolić na mycie włosów rano. Nie jest to jednak idealne rozwiązanie.



Drugi kosmetyk pachnący rownież jak Angel - to olejek do włosów Macadamia - Healing Oil Treatment. Olejku używam również na skórę. Pachnie obłędnie, natłuszcza, odżywia i przy tym mając dość gęstą konsystencję zachowuje lekką formułę. Niesamowitym atutem jest jego niebanalna wydajność. Wielbicielki Angela zamiast inwestować w bardzo drogą linię uzupełniającą mogą sięgnąć po ten olejek. Zgrzytu nie będzie. Pachnie bardzo podobnie.




Innym ciekawym kosmetykiem jest olejek do ciała Collistar - Nourishing Anti-Age Oil Milk - odżywczy olejek mleczny o działaniu przeciwstarzeniowym. Pachnie cytrusowo mlecznie, prawie jak mango lassi ale z mandarynkami i grapefruitami zamiast mango. Znowu lekka formuła, moim zdaniem idealna na cieplejsze dni. Olejek magicznie szybciutko się wchłania i nie zostawia tłustego filmu na skórze. Wygodnie się dozuje pompką.


I zachodzę w głowę - jakimi pachnie perfumami? Na pewno znam ten zapach, wąchałam go kiedyś, ale teraz nie mogę sobie przypomnieć, co pachniało cytrusowo-mlecznie.


środa, 21 stycznia 2015

Pachnący Ulubieńcy 2014 roku

Krótkie podsumowanie ulubionych zapachów i kosmetyków 2014 roku:


* Ulubieńcy*


* pachnąca pielęgnacja:

 seria Bath & Body Works Twilight Woods,
o której pisałam tu: http://perfumowyzawrotglowy.blogspot.com/2014/08/bath-body-works-twilight-woods.html
moim ulubieńcem jest żel pod prysznic z tej serii.
Bardzo trwały zapach i jeszcze długo po prysznicu  utrzymuje się na skórze





* ulubiona woda perfumowana:

W całym 2014 roku najczęściej nosiłam Diora - Midnight Poison i klasycznego Addicta edp
Nie mogę wyróżnić żadnego z nich oba darzę takim samym sentymentem.
Z racji, że oba zapachy są już trudnodostępne - tym bardziej polecam!





* ulubiona woda toaletowa:

dołączyła do mnie późno ale na pewno będzie ze mną już na dłużej
Eve - Jil Sander
lżejsza ale trwała
lepsza wersja Coco Mademoiselle




* najwięszy nieulubieniec

Costume National - Scent klasyczny i wersja Intense
pot, pot, pot - blee
na szczęście poznane w ilości odlewkowej ale wyjątkowo nie polubiły się z moją skórą.


A jacy są Wasi ulubieńcy? Czy łatwo wyłonić najbardziej ulubione zapachy z olbrzymiej ilości tego, co przez cały rok testujemy, poznajemy a czasem też kupujemy zupełnie w ciemno i bez zastanowienia? 
A z drugiej strony, mając już zdefiniowanych ulubieńców, czy można zrezygnować z całej reszty? Moim zdaniem nie, dlatego, że cała reszta właśnie stanowi o tym,  że łatwiej wybrać ulubieńca mając odpowiednio szeroki wybór. Taak, minimalizm w pełnej krasie. 







wtorek, 13 stycznia 2015

Lancome, Tresor L'Absolu (2013)

O flankerach często mówi się, że to odcinanie kuponów od sukcesu udanego zapachu i lansowanie na siłę tego co już kiedyś było,  tylko w innym opakowaniu. W większości przypadków to racja - flagowym przykładem nieudanych moim zdaniem flankerów są Hypnotic Poison w wersjach  Eau Sensuelle i Eau Secrete.
Tym razem przekornie opowiem o bardzo udanej nowszej wersji wielkiego klasyka.

Wielkim klasykiem jest Tresor Lancome z  1990r.
A w 2013 r. Tresor powrócił w zmienionej szacie i limitowanej odsłonie jako mroczniejszy Tresor L'Absolu. Absolut perfum, mocniejsze składniki, ciemny flakon i głęboka czerwień drogocennej zawartości wróżą cięższy kaliber.









Zawartość flakonika nie przynosi wielkiej niespodzianki.
Kto szuka klasyka, może się rozczarować. Kto nie lubi klasyka, ten może się też nie polubić z wersją L'Absolu.
Zacznę od końca - baza jest zdecydowanie tresorowska. Nie ma siły, klasyk i tak wyjdzie prędzej czy później, tu na szczęście, jak przebrzmią dominujące nuty, perfumy przypominają klasyka.
Ale w porównaniu z klasykiem wyróżniający się  jest początek - bardzo intensywna moc róży, jaśminu i skóry.
Otwarcie Tresor w wersji L'Absolu jest bardzo wyraziste i autentycznie daje po nosie. Czuć, że są to mocniejsze esencje zapachowe a nie kolejne kfiatki, jakich wiele.

Moją ulubioną częścią jest środek nut zapachowych, kiedy duet jaśmin & róża już się wycisza a mocniej czuję gładką skórę i dochodzi miękka słodycz wanilii. I ta faza mogłaby tak trwać i trwać bez końca...

Lancome podaje na kartoniku, że mamy tu do czynienia z wyjątkowymi naturalnymi składnikami:
absolutem róży stulistnej ( Centifolia Rose), esencją róży damasceńskiej, absolutem jaśminu, esencją paczuli i absolutem wanilii burbońskiej.  Brzmi wykwitnie, pachnie naprawdę jak zapach dobrej jakości i starej perfumeryjnej szkoły.

Trwałość bardzo dobra, mocno wyczuwalny nawet do 5-6 godz.

Rok powstania: 2013, 50 ml edycja limitowana
Nos: brak danych
Nuty zapachowe:
Nuty głowy: róża damasceńska, aromatyczne przyprawy
Nuty serca: róża, jaśmin i paczula
Nuty bazy:benzoin, wanilia i skóra


sobota, 3 stycznia 2015

Kolekcja styczeń 2015 - Aktualizacja

Tak jak zapowiadałam to wcześniej - postanowiłam zrobić czystki w mojej kolekcji :-)
Tu pokazywałam stan zasobów w styczniu 2014: http://perfumowyzawrotglowy.blogspot.com/2014/01/aktualna-kolekcja-2014.html

a tak prezentuje się mój stan posiadania aktualnie:
( na zdjęciu nie ma perfum, które odłożyłam do kartonu celem wymianki/sprzedaży.)








Podsumowanie 2014 roku:
Zrealizowałam tylko częściowo mój plan, w założeniu chciałam znacząco zredukować liczbę posiadanych perfum, co nie do końca mi się udało, raptem o kilka flakonów ... Jednak cieszę się, że nie stan posiadania się nie zwiększył.
Nie zliczę, ile różnych perfum przez ten rok pojawiało się w mojej komodzie aby za chwilę ją opuścić.
Część zapachów, które rzadko nosiłam lub nie do końca mi pasowały, puściłam bez większego żalu w świat.

Oczywiście kilka nowych zapachów zostanie ze mną na dłużej.
Postanowiłam także rozstać się z kilkoma zachomikowanymi Addictami i Midnight Poison.

Najbardziej ucieszyły  mnie w tym roku nowe nabytki:
bardzo trudno osiągalna zielona Les Belles Nina Ricci 
również niemal niedostępne Kenzo Amour Le Parfum
oraz Eve Jil Sander

Lista ważniejszych nieobecnych, z którymi się rozstałam w 2014:
 - Kingdom A. McQueen - doceniam ten zapach wyjątkowo, więc po rozstaniu się z wielkim serduchem zaopatrzyłam się w miniaturę, która musi mi wystarczyć

- Chinatown, Bond No. 9 - piękny zapach ale zbyt odstający... Trudno mi określić, co z nim jest nie tak. Za gęsty i suchy jak na perfumy.

- Alien, Thierry Mugler - przestałam się w nim dobrze czuć, klasyk mnie już męczył, zostawiłam sobie wersję Saphire Soleil, którą lubię.

Moim celem na 2015 rok jest dalsze przemyślane budowanie /reorganizowanie kolekcji i marzy mi się, aby mieć jednego zdecydowanego ulubieńca, coś w stylu signature scent, do tej pory nie udało mi się takiego zapachu zidentyfikować. A może jeszcze na niego nie trafiłam?


niedziela, 28 grudnia 2014

Bezpieczne zakupy w sieci - notka o tym jak się nie dać oszukać...

Witajcie,

pod koniec roku postanowiłam się podzielić moimi przemyśleniami na temat oszustwa w internecie.
Kupując od  dobrych dziesięciu lat jak do tej pory nie zaliczyłam jeszcze żadnej wpadki, która zakończyłaby się dla mnie porażką. Owszem były problemy, ostatnia sprawa ciągnęła się za mną ponad 2 miesiące  ale udało mi się je wszystkie rozwiązać.




Poniżej kilka zasad, którymi warto się kierować w transakcjach internetowych z osobami prywatnymi.
Z racji, że głównie kupuję perfumy i odzież kilku wybranych marek, moje zasady mogą nie mieć zastosowania np. przy elektronice, na której przyznaję - nie znam się absolutnie.


Zaznaczam jednocześnie, że nie powołuję się na żadne konkretne przepisy, ale niestety obowiązujące prawo rzadko skutecznie broni konsumenta.
Spotykałam się z opiniami, że idealnie broni praw kupujących Ebay wspólnie z Paypalem - w przypadku sporu cofnie Sprzedającemu wpływ za sprzedany przedmiot i zwróci Kupującemu.
O ile mi wiadomo Allegro nie planuje takiego serwisu w ramach PayU.

Zatem są to moje przemyślenia i wskazówki dla Was, mam nadzieję, że okażą się przydatne, aby ustrzec się w przyszłości.

1. Przed zakupem zapoznaj się z komentarzami dot. sprzedającego i koniecznie jego pozostałymi aukcjami/ogłoszeniami.

 Brzmi jak oczywista oczywistość, ale jednak ... Mi wystarczy jeden komentarz na temat nieoryginalności i od razu daruję sobie zakupy u takiej osoby. Jeśli trafisz na fajną okazję i nagle się okazuje, że dana osoba ma tylko super okazje i kilka nietrafionych prezentów a) w folii, b) w okazyjnych cenach, c) w pojemnościach, opakowaniach, które nie występują w naturze, to prawdopodobnie rzecz, którą zamierzasz kupić też nie jest oryginalna.


2. Dane kontaktowe -   im więcej tym lepiej. 

Koniecznie adres, działający telefon, adres mailowy. Niestety wiele razy mi się zdarzyło, że dane kontaktowe osoby z allegro - to akurat dotyczyło osób kupujących - były niekompletne. Na maile nie było odpowiedzi a telefony były wyłączone.
Jeśli nie masz telefonu danej osoby poproś ją o nr pod byle pretekstem - i koniecznie zadzwoń! oczywiście zrób to przed wysłaniem płatności.

Scenka rodzajowa - ostatnio takich przygód miałam więcej. Ale gdyby nie adres nie trafiłabym nigdy na nr kontaktowy do osoby z rodziny potencjalnego oszusta. Raz pomogła rozmowa z ojcem dziewczyny, która przez 3  tygodnie  nie mogła mi wysłać zakupionej spódnicy - za drugim razem musiałam dogadywać rodzaj rekompensaty z matką oszusta. Gdybym nie miała adresów zamieszkania, nazwiska itp. zostałabym pewnie z niczym.

3. Zdjęcia - tu nie zdziwi mnie już nic. 

Widziałam kiedyś na aukcji allegro  jako dowód oryginalności  perfum, zdaje się Jadore,  zdjęcie paragonu z niemieckiej Sephory. Bardzo czytelne, ze wszystkimi danymi teleadresowymi, szczegółami dot. podatku itp. Wyglądało to bardzo wiarygodnie - tylko że ... w Niemczech nie ma sieci Sephora... a pod podanym na paragonie adresie wg. Google była kawiarnia czy coś w stym stylu. Gratuluję pomysłowości.
Notorycznie zdarzają się kradzieże zdjęć z innych oryginalnych aukcji.

Spotkałam się także z faktem, że ktoś pozwolił sobie umieścić jako główne zdjęcie fotkę czyjejś forumowej kolekcji perfum, na której to fotce znalazł się flakon, mający stanowić teoretycznie przedmiot sprzedaży. Jeśli coś Wam nie pasuje a zdjęcie wygląda podejrzanie, proponuję użyć opcji - Szukaj tego obrazu w Google i wtedy można łatwo znaleźć źródło tego zdjęcia.

Jeśli zdjęcie jest bez zarzutu, ale mimo to dalej brakuje Wam jakichś istotnych szczegółów,  dobrze jest prosić o dodatkowe zdjęcia np. kodu, spodu flakonu, poziomu perfum itp. Niekoniecznie muszą być one na tle dzisiejszej gazety z widoczną datą, ale dosłanie dodatkowych zdjęć daje możliwość lepszej weryfikacji oryginalności i jednocześnie sposób na wyeliminowanie oszusta. Wykręcanie się brakiem czasu, sprawnego aparatu itp. to dla mnie ściema. Nigdy nie kupuj nic na podstawie zdjęcia katalogowego - chyba, że w sprawdzonym sklepie internetowym.

4. Doprecyzuj szczegóły z kontrahentem.

Im mniej niedopowiedzeń tym lepiej. Osoba, z którą ustalisz te kwestie powinna czuć się bardziej zobligowana do wypełnienia swojej części. Dostała w uzgodnionym terminie płatność to powinna również wywiązać się z terminowej wysyłki. Ustal płatność, kiedy ma nastąpić przesyłka, jak ma być produkt wysłany - opakowanie, rodzaj przesyłki. Przy zakupie prywatnym ustalcie, że masz mieć dosłany nr przesyłki do śledzenia.
Jeśli masz wrażenie, że osoba po drugiej stronie niekoniecznie wie jak wysłać tak delikatny towar jak perfumy, nie przejmuj się, czy się obrazi, ale napisz, jakiego oczekujesz zabezpieczenia i opakowania.


Scenka rodzajowa: dostałam kiedyś perfumy Diora, wysłane z drugiego końca Polski zamiast listem poleconym - listem zwykłym, wrzucone luzem do koperty bąbelkowej. Jako zabezpieczenie flakonika w środku koperty dowcipny pan wrzucił, również luzem, kilka ulotek reklamujących usługi bankowe Poczty Polskiej. Rozmyślnie zignorował moje  wielokrotne prósby o przesyłkę rejestrowaną, o podanie numeru przesyłki, solidne zabezpieczenie itp. Najwyraźniej pan chciał mi utrzeć nosa bo byłam zbyt wymagająca...?  Życzę tej osobie, żeby trafiła w przyszłości na kogoś, kto mimo otrzymania przesyłki będzie twierdzić, że jej nie otrzymał i domagał się zwrotu za zakupiony produkt... Osoba ta nie wzięła pod uwagę, że wysyłając zwykłą przesyłkę nie można udowodnić ani tego, że się wysłało daną rzecz, ani również tego, że się ją otrzymało.

5. Nie odpuszczaj

Ok, stało się, Podejrzewasz, że trafiłaś/trafiłeś na oszusta. Brak przesyłki, brak zwrotu, wysyłane maile pozostają bez echa...
Moja metoda, która sprawdza się niemal w każdym aspekcie życia - uporem maniaka można zdziałać wszystko.
Walcz o swoje, wydzwaniaj, wypisuj maile, SMS-y do skutku.  Może dla świętego spokoju oszust wyśle to co ma wysłać.
Jeśli nie przyniesie to skutku wtedy możesz przejść to następnego punktu czyli informowania o zamiarze zgłoszenia sprawy na policję. Jeśli jednak to nie podziała - zgłoś!

Pamiętajcie, nieważne czy chodzi o 50, 100 czy 300 zł, to są Wasze pieniądze i nikt absolutnie nie ma prawa ich sobie przywłaszczyć.
Jeśli doszło do transakcji, czyli dokonaliście wpłaty, macie dowód wpłaty,  nie odpuszczajcie oszustowi. Policja ma obowiązek przyjęcia Waszego zgłoszenia bez względu na wysokość kwoty, na którą zostaliście oszukani.
Warto mieć zapisaną korespondecję, koniecznie maila od Sprzedającego z danymi do wpłaty. Im więcej danych tym lepiej.


Jak do tej pory wszystkie problematyczne sprawy udało mi się zakończyć. Przy zwrotach np. za zepsute perfumy moją stratą było pokrycie kosztów wysyłki zwrotnej.
W takich kwestiach nie byłam aż tak drobiazgowa i wolałam zapłacić za wysyłkę,  byle możliwie szybko pozbyć się problemu. Z drugiej zaś strony miałam poczucie, że to druga strona powinna pokryć koszt wysyłki,  Niestety mało który Sprzedający chce przyjąć zwrot. W takim przypadku ważne jest powołanie się na niezgodność przedmiotu z opisem z aukcji. Nie chcę zwrócić przedmiotu, bo się rozmyśliłam, ale dlatego, że jest wadliwy, niesprawny, nieoryginalny itd.
Innym razem dostałam zwrot na konto a przesyłka wróciła do mnie, bo sprzedająca nie zdążyła w ciągu 2 tygodni pofatygować się na pocztę, mimo moich wielokrotnych ponagleń. I tak zostałam ze zwrotem na konto, z biżuterią, na którą nie chciałam już patrzeć, oraz z podwójnymi kosztami przesyłki celem zwrotu do Sprzedającej  i zwrotu zwrotu do mnie... Czasami zastanawiam się, na jakich ludzi możemy trafić w sieci. W tej materii życie mnie zawsze zaskakuje :-)

Jesli macie inne pomysły, doświadczenia, uwagi, podzielcie się proszę w komentarzach.







środa, 24 grudnia 2014

Kalendarz Adwentowy M.Micallef

Pokażę Wam nietypowy kalendarz adwentowy - nie z czekoladkami ale słodkimi miniaturami M.Micallef.
Jest to pewien rodzaj dziecięcej frajdy, aby codziennie otwierać okienko i poznawać nowy zapach, tym bardziej, że zapachy M.Micallef są dość ciekawe a przy tym łatwe w odbiorze i jak najbardziej "noszalne" na co dzień.

Zestaw składa się z 23 miniatur bez atomizera, każda po 5 ml oraz prezentu głównego przewidzianego na 24.12 czyli zgrabnej 30tki Royal Muska, lub w innej wersji kalendarza 30tki Ananda.
Wizualnie kalendarz wygląda bardzo atrakcyjnie, sam w sobie jest doskonałym prezentem i nie potrzebuje już żadnej dodatkowej dekoracji.
Ja okienek nie otwieram, aby go nie zniszczyć. A pusty box na pewno sobie zostawię na próbki i odlewki.









Wśrod miniatur znajdziemy:

Ananda
Aoud
Automne
Avant-Garde
Black 
Emir
Ete
Gaiac
 Gardenia
Hiver
Jewel for Him
M.Micallef
Mon Parfum
Mon Parfum Cristal
Mon Parfum Gold
Parfum Couture
Patchouli
Printemps
Royal Muska
Royal Rose Oud
Spicy
Ylang in Golf
Watch





Muszę przyznać, że zestaw kupiłam z uwagi na Royal Muska, jednak nie wiedzieć dlaczego trwałość tych perfum z zestawu mnie zawiodła, porównując  z odlewkami, które miałam wcześniej. Czyżby Royal Muska zostało również zreformułowane?

Cena takiego zestawu to 585 zł - do kupienia w perfumerii Quality - stacjonarnie lub wysyłkowo.
Drogi ale piękny prezent!
Byłoby miło aby więcej marek perfumeryjnych miało w ofercie tego typu kalendarz również w bardziej przystępniejszych cenach.
Jest to fantastyczna okazja, aby poprzez miniaturki poznać pełen wachlarz oferty danej firmy.





Wszystkim czytelnikom mojego bloga życzę Zdrowych, Rodzinnych i Pachnących Świąt 
A pod choinką samych trafionych perfumeryjnych Prezentów
Wszelkiej Pomyślności na Nowy Rok 2015!

Agnieszka.