Szukaj na tym blogu

środa, 3 października 2012

YSL Nu edt

Wpadła w  moje ręce NU w lżejszej odsłonie wody toaletowej, 
na razie mała pojemność na porządne testy.





I tak jak nie lubię z zasady eau de toilette i zawsze sięgam po mocniejszą wodę perfumowaną, oczywiście o ile taka jest, to tym razem muszę powiedzieć, że NU edt to zapach, który mi się spodobał. 
Są dni, kiedy edp będzie za mocna dla mnie, wtedy z przyjemnością a nie z musu sięgnę po edt.
Owszem, lżejsza odsłona traci na swojej mocy i trwałości, ale w otwarciu jest podobna do edp.
Ok, jak widać nie uniknę porównań do ładniejszej siostry, choć takie porównania są z zasady złe a oba zapachy są na tyle udane, że powinny być rozpatrywane osobno.





Edt jest zapachem na smutniejsze dni, ma w sobie nutkę melancholii, kadzidełko tli się w głębi a przyprawy są łagodniej podane. I w tej opcji nie brakuje mi tej słodyczy z syropu, która dominuje w edp, w sumie niczego mi nie brakuje - kompozycja idealna.
Na pewno nie wywoła żadnej zdecydowanej reakcji otoczenia, jest bezpieczny i noszalny na co dzień, przynajmniej na mnie.

Oczywiście piękny-niedostępny już :(

Pamiętam kiedyś były na półkach w Rossmanie. Teraz zostało tylko polowanie na aukcjach.

Nuty: bergamotka, neroli, kardamon; biała orchidea, nuty korzenne, irys, jaśmin; kadzidło, piżmo, ambra, wanilia;

Rok powstania: 2003
Nos: Jacques Cavallier




poniedziałek, 27 sierpnia 2012

Joop! Le Bain

Ok, przyznaję - mam słabość do zapachów z logo chabra.



Joop Le Bain to zapach, który znam od dawna, testowałam, zachwycałam się i zapominałam. Nie było nam po drodze, inne perfumy kradły moje serce a Le Bain cierpliwie czekał na swoją kolej.
Moja mama ma balsam i żel z serii Le Bain w miniaturkach ale sama jakoś perfum nie chciała mieć. Rozumiem, wszak seria kąpielowa zapachu o nazwie "Kąpiel" w zupełności powinna wystarczyć.
Jakość kosmetyków pielęgnacyjnych jest rewelacyjna.
Natomiast teraz napiszę o samych perfumach - szczerze, nie jest to zapach wybitny, taki o którym się marzy, który zbiera wysokie noty, na pewno to nie ta kategoria w moim odczuciu. Ale warto go poznać.
Moim zdaniem perfumy Joop! są często niedoceniane i uważane za niemodne, starobabskie, ciężkie itp.,
Kto sięgnął kiedyś po klasyczne Joop!Femme nie powinien się zniechęcać i wypróbować Le Bain.

Le Bain to zapach pudrowo-kremowo-kąpielowy.  Zapach czystej skóry, kremu, oliwki, mydła ale bez chemicznej nuty. Tak jakby wlać waniliowo-orientalny olejek do wieczornej kąpieli, olejek  pod wpływem temperatury unosi się pachnącym obłoczkiem a na skórze trwa do rana.
Typowego zapachu mydlano-pudrowego bym nie zniosła ale tutaj mamy ciepłą puchatą wanilię, piżmo, ambrę, drzewo sandałowe. 
Zapach trzyma się blisko skóry ale trwa i trwa do 4-5 godz, czyli przyzwoicie.
Otwarcie może trochę ostre na początku, ale potem jest już tylko ciepło, miło i zmysłowo. 

Nie nosiłabym Le Bain na wyjątkowe okazje, ale takich przecież nie mamy w życiu zbyt wiele. Lubię go wieczorem, noszę go do pracy, gdyż nie jest bardzo inwazyjny, jednak są dni kiedy działa niestety migrenogennie. 
Nie wiem, który składnik za to odpowiada ale wyśledzę go :)

Gdzie kupić? W Niemczech bywa w dobrych cenach w sieciówkach Douglas, Karstadt, Galeria Kaufhof czy Pieper. Warto w cenie 40 ml kupić zestaw z podróżnymi miniaturami żelu pod prysznic i balsamu. W PL nie widziałam go stacjonarnie, mój flakon pochodzi z ciekawej oferty Rossmann Online z darmową dostawą do wybranej drogerii.

nuty głowy: aldehydy, kwiat pomarańczy,bergamotka, cytryna
nuty serca: drzewo sandałowe, jaśmin, konwalia, cedr, róża
nuty bazy: bób tonka, ambra, paczula,  piżmo, wanilia
Rok powstania: 1989


sobota, 17 marca 2012

Issey Miyake - Le Feu Light

Le Feu Light znam od lat, aktualnie mam drugi flakon.
Pierwsza moja reakcja - to jest to! Nie mogłam oderwać się od nadgarstka... ale później wydał mi się jakoś niekoniecznie do noszenia na co dzień
zanim w końcu zdecydowałam, że muszę go mieć, testowałam sobie od czasu do czasu, gdy znikł ze stacjonarnych perfumerii wiedziałam, że oto ostatnia szansa.




W moim osobistym odbiorze ziołowo herbaciany, z różano - mleczną nutą, tak jakby ktoś zrobił pyszną aromatyczną herbatę i zalał ją mlekiem. Delikatnie wytrawny, nie ma w sobie nachalnej słodyczy ale trzyma się skóry.
Dla mnie to zapach - lek na całe zło, podobnie jak Shiseido Zen, oba łączy oprócz japońskich korzeni, także działanie terapeutyczne. 
Dla mnie zapach uspokajacz. 
Sam flakon jest bajeczny, opalizująca świetlista kula, zalecam ostrożność, jeden flakon zepsułam, bez kulistej obudowy, czerwona kanciasta forma właściwego flakonu nie wygląda fajnie.
Trwałość przyzwoita jak na edt.
Przyznaję, nie pamiętam klasycznego Le Feu. Musi być wybitnie piękny, skoro jego wersja Light jest urzekająca.
Najpiękniej na mnie rozwija się w ciepłe dni. 
Chcę go więcej,  niestety, od kilku lat nie jest już produkowany.

Nuty: esencja róży, bergamotka, gardenia, mleczna ambra, drzewo gwajakowe, wanilia, piżmo
Rok powstania: 2000
Nos: Jacques Cavallier



wtorek, 31 stycznia 2012

YSL, Nu edp

Zapach legenda, napisano o nim już tyle.. ale fakt - jest godny uwagi! I jest jakiś.
Początek nie zapowiadał miłości - ok, wąchałam go kiedyś na szybko, dobre kilka lat temu, kiedy jeszcze był dostępny w Sephorze. Powąchałam, pomyślałam, że ciekawy, zwróciłam się ku innym, wówczas bardziej "moim" zapachom i nie wróciłam do niego...
Aż nagle niedawno poczułam, że muszę go mieć. Kupiłam, prawie w ciemno setkę i nie żałuję.





Nu jest gęste, esencjonalne, jak syrop :-)
Lekko ziołowe, drzewno - kadzidlane i niebanalnie słodkawe. 
Początek typowo kojarzy mi się z lekiem na alkoholu, potem jest ziołowo i coraz bardziej słodko...
Pasuje mi do czerni, głębokich brązów i grafitu. Mogę go nosić na co dzień, bo Nu w wersji edp jest przyzwoicie intensywnym zapachem, ale na pewno nie killerem... 
Otoczenie reaguje raczej powściągliwie, raz spotkałam się z negatywną opinią. 
Może jest zbyt wyrazisty? Jednak z drugiej strony nie jest to typowe kadzidło, ani typowe drzewno/ziołowe klimaty? 
Wiem jedno... pierwszą flaszką się podzieliłam, coś mi jeszcze z niej zostało a już myślę o kolejnej ;-)

Niedostępny już niestety w wersji oryginalnej, natomiast w wersji La Collection in nowym jasnym ubraniu powrócił w 2011r. 
Nie miałam okazji go jeszcze przetestować, mam zamiar to nadrobić, jak tylko gdzieś poza PL go zobaczę, bo do nas niestety raczej nie dotrze...
Już sam flakon i jego kremowy kolor pozwala przypuszczać, że zawartość będzie w kierunku Nu Light ( tak w ogóle to mi się kojarzy jednoznacznie ze Style / Stylessence Jil Sander).

edycja 22.04 -otóż poznałam nowe Nu. I cóż, rozczarowało mnie.
Konsultant YSL powiedział, że to ten sam zapach.
NIE, to nie jest ten sam zapach,może później napiszę coś o nim.


niedziela, 22 stycznia 2012

La Prairie Midnight Rain

Midnight Rain nie należy do zapachów popularnych... 
marka La Prairie większości z nas kojarzy się z luksusowymi kosmetykami pielęgnacyjnymi, perfumy nie są jakoś szczególnie eksponowane.
Jako, że jestem sroką, zainteresował mnie brokatowy flakon, tak przyznaję się do tego.

Ale zawartość oczarowała mnie od razu...otwarcie to typowa bomba owocowo kwiatowa, słodka ale nie do przesady, uderza do głowy ale jednocześnie to nie jest zapach jakich wiele.
Dla mnie jest bardzo soczysty, ociekający sokami i intensywny,  w recenzji w kwc napisałam, że pachnie jak pyszny owocowy drink w wysokiej szklance, u góry obtoczonej w kryształowym cukrze i tak, nadal tak czuję.


Na co dzień zapach może wydawać się męczący, może drażnić przez swoją wybuchową słodycz na początku, potem jednak łagodnieje, robi się lekko kwaskowaty i kwiatowy. Pozostaje nadal lekko duszny, kręci w nozdrzach. Nie lubię kategoryzacji na letnie/zimowe zapachy, ale myślę, że Midnight Rain najpiękniej pachnie latem lub wiosną.
Jest zauważany i komplementowany, to rzadkość w moim przypadku ;-)))

Co mi po pięknych porzeczkach, malinkach, truskawkach itp jak zaraz się ulatniają? Tu jest inaczej.
Polecam tym, którzy szukają czegoś owocowego ale niebanalnego i intensywnego.

Nuty zapachowe:
nuta głowy: owoc guawa, mandarynka, owoc granatu, frezja
nuta serca: biała lilia, orchidea waniliowa, kwiat śliwy, amber flower
nuta bazy: paczuli, wetiwer, piżmo, nuty drzewne

Ps. Dostępność kiepska w PL, pojemności tylko 30 i 50 ml. Cena regularna zabójcza, ale jesienią w S. widziałam zestaw z balsamem w dobrej cenie, ok. 250 ml. Bywają też mgiełki zapachowe, to dobra alternatywa na wypróbowanie

sobota, 21 stycznia 2012

Mój pierwszy post to  będzie moja perfumowa wizytówka: 

prywatna kolekcja - stan aktualny na tę chwilę :)
Nie oczekuję och i ach, wszak kolekcja jest skromna, a osobiście nie lubię przesytu i nadmiaru w żadnym aspekcie.

fot. 1 - ZEN - Shiseido, Black Cashmere Donna Karan  oraz YSL NU edp, wszystkie piękne i już niedostępne.

fot. 2 Moje niemieckie klimaty ;) czyli 2 marki, które już kilkanaście lat temu zdominowały mój gust zapachowy - Joop! i Jil Sander. Joop!: Femme, Berlin, a od Jil Sander: Sun, No. 4 i Eve, te ostatnie na razie w formie małego żelu pod prysznic, w PL chyba cały czas jeszcze niedostępne. oczywiście przy tej okazji widać, że uwielbiam także mleczka, żele, wszystko co pachnące z danej linii.

fot.3 Theoremy - rodzinka edp w wersji mini, atomizer z edp i flakony Leggero i Esprit d'ete, oraz jabłkowo-przyprawowe Les Belles i Belle de Minuit, moja gwiazda, najpiękniejszy piernik jaki znam.

fot.4 Gucci Rush, Hypnose, Lulu Castagnette LuluRose oraz CKIN2U Heat

fot.5 Kenzo Jungle Elephant, La Prairie Midnight Rain, Kingdom A. McQueen i Issey Miyake - Le Feu Light






Jak widać, większość bliskich mi zapachów nie jest już dostępna, co jest bardzo przykre...zostało mi  tylko polowanie na okazje.

W sumie brakuje tu kilku zapachów, które planuję, oczywiście za jakiś czas pokażę co nowego się pojawiło... a pojawi się na pewno!