Szukaj na tym blogu

sobota, 3 marca 2018

Harissa Comme des Garcons ( 2001)

Miałam kiedyś romans z Comme des Garcons.
Najbliżej mi było do kadzideł ale pod wpływem spontanicznych testów, lekko mrocznego ale stylowego klimatu Londynu w okolicach Dover Street Market i pachnącego szalika zakupiłam Sequoię z czerwonej serii marki. 
Niestety miłość szybko się zakończyła, gdyż Sequoia mnie podduszała i wychodziły kwaskowate nuty.
Ale do dziś te wspomnienie jest we mnie żywe z uwagi na piękne okoliczności przyrody.

Seria czerwona to przede wszystkim drzewne i przyprawowe kompozycje.

W skład czerwonej serii wchodzą następujące perfumy:


Oprócz Sequoi testowałam kiedyś Palisander, wrażenie pozostawił bardzo ciekawe, drzewny zapach który mi przypominał kredki świecowe ale oczywiście na liście miałam do poznania wszystkie cudeńka z tej serii.

Nie ulega wątpliwości, że Comme des Garcons to marka nietuzinkowa dlatego postanowiłam zapoznać się bliżej z inną kompozycją z czerwonej serii - z Harissą.
Harissa to ostra pasta lub sproszkowana mieszanka papryki chili, czosnku, czasami z kuminem i kolendrą, używana w kuchni tunezyjskiej.


Kocham te arabskie smaki więc i harissę w formie pasty mam w swojej kuchni.




Otwarcie  Harissy to eksplozja cudownej mieszanki przypraw. Tak może pachnieć w orientalnej restauracji ale czy ja chcę tak pachnieć?
Dominuje oczywiście chili ale intensywnie również czuję  dzięgiel i gałka muszkatołowa, cierpkość gałki muszkatołowej niebanalnie dodaje charakteru. To zapach bardzo nietypowy, lekko świdrujący w nosie ale na szczęście nie zmusza do kichnięcia. Brakuje mi w nim świeżości i innych mniej jadalnych nut, wtedy Harissa nie byłaby tak dosłowna.




A tak nosiłam ją wiele razy, próbowałam layeringu z innymi perfumami i niestety poddałam się. Harissa wygrała.
Trwałość całkiem dobra, jak na zazwyczaj niezbyt mocną niszę czyli porządne 4 godziny.
Piękne perfumy ale w moim odczuciu jak większość oferty Comme des Garcons, bardziej do wąchania niż do codziennego noszenia.
Przypomniało mi się, że kiedyś próbowałam dać szansę podobnym zapachom z L'Artisan Perfumeur : pieprznym Poivre Piquant i paprykowym Pimet Brulant  i również doszłam do wniosku, że to nie dla mnie.
Ale doceniam ich inność i niszowość, na pewno warto poznać Harissę, ale czy jest to zapach do noszenia i cieszenia się nim  czy do podziwiania to już inna kwestia?

Rok powstania: 2001
Nos: Betrand Duchaufour
Nuty zapachowe:
gałka muszkatołowa, przyprawy, czerwona pomarańcza, papryczka chili, cytryna, pomidor, szafran, dzięgiel  i kardamon.
Pojemność: woda toaletowa 50ml.






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Zostaw komentarz, zapraszam :)